Przed tym sezonem po obfitych poszukiwaniach trener Manchesteru United, sir Alex Ferguson, zdecydował się postawić na młodego Hiszpana, Davida de Gea. To właśnie były golkiper Atletico Madryt miał zastąpić w bramce „Czerwonych Diabłów” Edwina van der Sara. Z pewnością szkocki boss wiedział, że zastąpienie legendy w bramce Manchesteru nie będzie łatwe, bo podobną sytuację miał już, kiedy karierę kończył Peter Schmeichel.

De Gea zapowiadał się jak najbardziej celnym transferem angielskiego zespołu. 21-letni Hiszpan świetnie spisywał się wcześniej w Madrycie. Jednak od początku nie radził sobie z ogromną presją w Manchesterze i przez swą nierówną formę wydawał się raczej transferowym fiaskiem.
– Spadła na mnie fala krytyki i to kilkukrotnie na początku sezonu, ale to mnie tylko zmobilizowało, sprawiło, że jestem silniejszy – mówił młody bramkarz przed spotkaniem z Athletikiem Bilbao w Lidze Europy.
– Krytyka zachęciła mnie do walki i ciężkiej pracy. Najważniejsze jest, by się nie poddać, bo potem nie ma już odwrotu. Przez ciężką pracę oczekiwałem swej szansy i chyba się doczekałem – kontynuował de Gea.
– Na szczęście teraz już prezentuję się całkiem dobrze, jestem w formie. Mam nadzieję, że wszystko dobrze poukłada się do końca sezonu.











