„Sky is the limit” – tą zasadą kieruje się Danny Ings. Wydaje się, że 28-latek w poprzednim sezonie osiągnął szczyt swoich możliwości, prezentując naprawdę wybitną formę. Napastnik Southampton pragnie jednak więcej. Zostało to nagrodzone pierwszym od czterech lat powołaniem do reprezentacji Anglii. Z drugiej strony nieraz się przekonaliśmy, że o wiele trudniej jest się na szczycie utrzymać, aniżeli tam wejść. Podtrzymując jednak dobrą dyspozycję z ubiegłej kampanii, piłkarz „Świętych” ma prawo myśleć o piłkarskim niebie, jakim jest wyjazd na najbliższe mistrzostwa Europy.
Gdyby ktoś mnie zapytał o Danny’ego Ingsa przed sezonem 2019/2020, powiedziałbym, że jest to solidny napastnik. Jest w stanie zagwarantować około ośmiu goli w lidze. Dodatkowo dorzuci może z dwie, trzy asysty. Generalnie, piłkarz jakich wiele. Jeżeli teraz byście mnie zapytali o 28-letniego Anglika, powiedziałbym, że jest to zawodnik, który potrafi zrobić różnicę na boisku. Podkreślają to zresztą liczby z ubiegłej kampanii – 22 gole i dwie asysty w samej Premier League. Swoją drogą, kto by się spodziewał, że to właśnie Ings będzie walczył do ostatniej kolejki o koronę króla strzelców.
No ale dobrze, zostawmy to, co było, i skupmy się na tym, co mamy teraz. Początek obecnych rozgrywek Danny również może zaliczyć do udanych. Po siedmiu kolejkach brał udział aż przy siedmiu golach dla Southampton. Nie ma co się zatem dziwić przerażeniu kibiców „Świętych”, gdy Anglik schodził z grymasem bólu na twarzy w 85. minucie spotkania z Aston Villą. W efekcie kontuzja kolana wykluczyła 28-latka na nieco ponad miesiąc. Ralph Hasenhüttl stanął przed nie lada wyzwaniem zastąpienia najlepszego zawodnika swojego zespołu. Okazało się jednak, że nie było tak źle, jakby mogło się wydawać.
Powrót po kontuzji
Danny opuścił trzy spotkania, w którym Southampton zdobyło cztery punkty. Brak Ingsa nie był tak widoczny. Pokazuje to, że austriacki trener nie uzależnia aż tak gry swojego zespołu od Anglika, jakby to mogło się wydawać. W końcu 28-latek był zamieszany w blisko połowę bramek dla „Świętych” w poprzednim sezonie w lidze. Nie rozwodząc się już nad tym wątkiem, można go podsumować w jednym zdaniu – ekipa Hasenhüttla poradziła sobie z chwilową stratą swojego najlepszego zawodnika. Z drugiej strony sama absencja Danny’ego to nie tylko brak meczów dla Southampton. Anglik przez uraz nie mógł pojechać na zgrupowanie kadry, przez co Gareth Southgate nie mógł porównać jego obecnej dyspozycji z pozostałymi napastnikami. Ings musiał zatem udowodnić swoją wartość na boiskach Premier League po wyleczeniu urazu. Jakie były tego efekty?












