Hiszpańska prasa pieje z zachwytu nad postawą Realu Madryt w rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii. Paradoksalnie jednak to trofeum może zwiastować ciężki i mało udany sezon dla Królewskich.
Real wygrał, mimo tego, iż to Valencia pierwsza strzeliła gola, a gdy przyszło do odrabiania start, Królewscy musieli radzić sobie w dziewiątkę. Bernd Schuster po meczu był w siódmym niebie. – Nie często ogląda się takie zwycięstwa – przyznał. Dobry zespół musi mieć mentalność zwycięzcy i my ją mamy. Pokonaliśmy wszelkie przeciwności losu i cały czas wierzyliśmy, że możemy wygrać. Na czym opierałem swój optymizm, zwłaszcza w momencie gdy graliśmy w dziewięciu? Hmm…na tym, że jednym drużynom gra się lepiej w osłabieniu, a innym nie. Nam wyraźnie grało się lepiej, gdy straciliśmy dwóch zawodników. Może jednak lepiej dla Schustera byłoby, gdyby jego zespół przegrał? Od pewnego czasu bowiem nad zdobywcami Superpucharu Hiszpanii krąży klątwa, która sprawia, że zdobycie tego trofeum oznacza sezon pełen klęsk i upokorzeń. Może więc fani Raula i spółki powinni zaśpiewać przebój O.N.A. „Czy warto było?„.

Od 2003 r. (pomijając rok 2005) zespół, który zdobywał Superpuchar Hiszpanii, sezon miał kompletnie zmarnowany i zmuszony był go kończyć bez żadnego innego już trofeum. Klątwa zaczęła się od…Realu, który w sierpniu 2003 r, z debiutującym David`em Beckham`em w składzie, pokonał w dwumeczu RCD Mallorca 4:2. Becks był jednym z bohaterów rewanżu, kiedy zdobył piękną bramkę głową, co rzadko mu się zdarza. Królewscy przegrali pierwszy mecz na Ono Estadi 1:2, ale na Santiago Bernabeu nie dali już szans Majorce, wygrywając aż 3:0. Tyle, że były to miłe złego początki dla podopiecznych Carlosa Queiroza, którzy później najpierw przegrali finał Pucharu Hiszpanii z Realem Saragossa 2:3, później odpadli z Ligi Mistrzów już w 1/4 finału z AS Monaco, a na koniec nie tylko dali się wyprzedzić na mecie La Liga Valencii, ale także Barcelonie i Deportivo La Coruna i po raz pierwszy od sezonu 1998/1999 nie zdobyli żadnego trofeum. Jak czas pokazał ta bessa miała trwać na Santiago Bernabeu aż do sezonu 2006/2007. W 2004 Superpuchar zdobył Real Saragossa, który w dwumeczu wygrał z CF Valencia 4:1. Wydawało się, że na La Romareda w końcu powstał zespół zdolny zdobyć pierwsze w historii klubu mistrzostwo Hiszpanii. Gwarantować miało to połączenie młodości (David Villa, Gabriel Milito) z rutyną (Dani, Lucciano Galetti). Tymczasem w sezonie 2004/2005 Blanquillos nie tylko nie byli w czołówce Primera Division, ale przez dłuższy okres czasu poważnie zagrożeni byli degradacją do Segunda Division. Ostatecznie sezon zakończyli na 12. miejscu w tabeli.











