Już w piątek obecny wicelider podejmuje u siebie aktualnego mistrza Polski. Mowa oczywiście o pojedynku Lech Poznań – Śląsk Wrocław.

Wrocławska ekipa z pewnością będzie chciała przeprosić kibiców za ostatnie głupie straty punktowe. Mowa oczywiście o przegranym w ostatnich minutach meczu z Wisłą oraz zremisowanym spotkaniu z Jagiellonią. Mimo że Śląsk prowadził już 3:0 i grał z przewagą jednego piłkarza. „Kolejorz” natomiast powinien się zrehabilitować za porażkę z Legią sprzed dwóch tygodni. Tydzień temu Lech pokonał na wyjeździe Podbeskidzie. Dzięki przegranej Polonii mógł awansować na drugie miejsce w tabeli.
Drużyna z Wrocławia ma sześć punktów mniej niż Lech. Liczba sześć określa również obecną pozycję w lidze mistrzów Polski. Obie ekipy mają problemy kadrowe. Mariusz Rumak nie będzie mógł wystawić kontuzjowanych Arboledy oraz Ubiparipa. Na środowym treningu urazu doznał Jasmin Burić. Jego występ stoi pod znakiem zapytania. W Śląsku na pewno nie zobaczymy Roka Elsnera i Amira Spahicia. Obaj pauzują za kartki.

Piątkowe starcie będzie 66. w historii meczów tych drużyn. Pierwszy raz ekipy spotkały się w 1958 roku. Wtedy górą był Lech. Pełna statystyka również jest korzystniejsza dla „Kolejorza”. Ta drużyna wygrała bowiem 32 pojedynki. Śląsk kończył zwycięsko 19 razy, a 15 spotkań zakończyło się remisem.
Czego więc można oczekiwać po tym meczu? Przede wszystkim walki. Oba zespoły mają coś do udowodnienia swoim kibicom. Lech nie może zostać za Legią, a Śląsk nie może już więcej gubić punktów, jeśli myśli o czołówce. Spotkanie rozpocznie się w piątek o 20:45.











