10. kolejka PKO BP Ekstraklasy znów zakończyła się dyskusją o sędziach, a nie o grze. Przeprosiny Marciniaka, anulowany gol Imaza i brak decyzji PZPN w sprawie Marcina Szulca pokazują, że największym problemem Kolegium Sędziów jest dziś brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Z pewnością nie takiego powrotu klubowej piłki oczekiwali kibice.
W ostatnim czasie coraz głośniej dyskutuje się o poziomie sędziowania w Polsce. Eksperci i kluby wskazują na afery ciągnące się tygodniami, błędy w trakcie meczów oraz wyniki, na które wpłynęły sporne decyzje. To, jak się wydaje, może być dopiero wierzchołek góry lodowej…
Karny dla Cracovii
Cracovia w tej kolejce przyjmowała u siebie Zagłębie Lubin i przez pierwsze pół godziny szukała rytmu gry. W 49. minucie, po strzale głową Gustava Henrikssona, piłka odbiła się od ręki Ławniczaka. Obrońca dostał futbolówką z bliska, w przedramię, przy ręce przy ciele. Sędzia Tomasz Marciniak najpierw nie przerwał gry. Potem podszedł do monitora i wskazał na wapno. Hasić pewnie wyrównał z jedenastu metrów. Drugi karny Hasicia i gol Mohameda Berte dały Cracovii 3:1.
„Wygrywaliśmy 1:0, ale tlen gospodarzom dali sędziowie.”Leszek Ojrzyński, trener Zagłębia
„Jeśli takie zagranie ręką, z dłonią w obrysie ciała, miałoby być jedenastką, winni są sobie sami.” Dodał, że kolejny raz pewien arbiter decyduje na niekorzyść jego zespołu. Jak doniosła „Piłka Nożna”, Marciniak po meczu przeprosił Zagłębie i miał stwierdzić, że drugi raz takiej decyzji by nie podjął. W moim odczuciu prawidłowa była pierwsza ocena z boiska, a błędem było wezwanie sędziego do monitora i zmiana decyzji. Po raz kolejny widać przy tym, że sędzia nie jest pewien swojej oceny w trudnym momencie, a odpowiedzialność za ewentualny błąd przerzuca na analizę VAR.
W tych przeprosinach jest pewien zgrzyt. Szulc, przewodniczący Kolegium Sędziów, powiedział Mateuszowi Rokuszewskiemu, że arbiter może popełnić błąd, ale przepraszać nie wolno, bo przeprosiny bywają „w sposób niecny” wykorzystywane. Zawodnicy nie przepraszają za niestrzelone bramki. Po meczu w Krakowie słowo „przepraszam” i tak padło. Nie przed kamerą, w stronę szatni gości, pozostawiając jedynie rozgoryczenie i niedosyt. Opinia publiczna zaczęła jednak coraz bardziej wątpić w rzetelność podejmowanych decyzji.
Anulowany gol Imaza
W Białymstoku Górnik po godzinie prowadził z Jagiellonią 2:0. Jesus Imaz trafił w 67. minucie, a kilkanaście minut później dobił bramkarza po akcji, która dawała 2:2. Wojciech Myć gola uznał. Jednak Paweł Malec wezwał go do monitora, aby ponownie przeanalizował. Po powtórkach bramkę skreślono za faul Andersa Klynge na Hojholcie. Kolejny raz VAR, który ma być narzędziem do pomocy w pracy sędziego, wprowadził więcej wątpliwości do jego decyzji i zamieszania.
Hojholt i Klynge dobiegli do piłki prawie razem. Klynge próbował wyciągnąć piłkę i okolicą kolana uderzył rywala w łydkę. Hojholt przewrócił się przez własne ułożenie nóg, nie przez szarżę rywala. Rafał Rostkowski napisał, że Myć i Malec ocenili to na podstawie pozorów całej akcji. Zdaniem eksperta TVP Sport zabrakło „rozumienia piłki nożnej” i odczytywania rytmu gry.
Jeśli sędzia już tak się rozdrabniał, warto było zwrócić uwagę na Rafała Janickiego, który nadepnął Imaza w polu karnym Górnika, jeszcze przy 0:0. Rostkowski stwierdził jasno: nadepnięcie było oczywiste, natura przewinienia już nie. Środowisko jest podzielone po sędziowskich decyzjach tej kolejki. Wiele osób widzi tu faul, ale ani arbiter główny, ani liniowy, ani VAR tego nie dostrzegli.
Zdaniem wielu komentatorów polskie sędziowanie przeżywa kryzys merytoryczny. Kiedy odliczyć sytuacje, w których powtórka uratowała arbitra, zostaje obraz, który eksperci oceniają jako katastrofalny. Rostkowski dodał, że Jeremy Agbonifo za wślizg od tyłu na Josemie powinien był zobaczyć co najmniej żółtą kartkę, a nie dostał nawet srogiego upomnienia.
Sporne decyzje przy Łazienkowskiej
Przy Łazienkowskiej Legia grała z Wisłą, a mecz prowadził Damian Sylwestrzak. W 18. minucie Łukasz Zjawiński uderzył z woleja i nie dał szans Marcelowi Łubikowi. Gol szybko zszedł na drugi plan, bo chwilę wcześniej aut należny Wiśle powędrował do Legii. Z tego właśnie wrzutu z autu padł gol otwierający wynik i nadający dynamikę tego meczu. Grzegorz Saj z Onetu: „To są te detale.” W 24. minucie Bartosz Kapustka dotknął piłki, ale drugą nogą zahaczył o kostkę Juliusa Ertlthalera. Sylwestrzak do monitora nie podszedł, nawet nie spróbował dłużej przeanalizować tej sytuacji. Jedenastki nie było.
Paweł Klama stwierdził, że ta połowa pozwala powiedzieć, iż sędziowie wypaczają wynik i za to nie odpowiedzą. Marcin Borzęcki stworzył nawet bingo kolejki: nieodgwizdany karny dla Wisły, karny dla GKS-u, karny i gol dla Jagi, karny dla Cracovii. Jakub Kłyszejko z TVP Sport oraz Tomasz Kupisz z Meczyków stwierdzili, że tak złej serii jeszcze nie pamiętają, a wizji na poprawkę raczej nie ma.
Kontrowersje od Szczecina po Śląsk
Na Śląsku także było gorąco. Jarosław Przybył nie wskazał na wapno po faulu na Juljanie Shehu. Z drugiej strony w Szczecinie sędzia Lasyk podszedł do meczu nieco za spokojnie. Pogoń wzięła trzy punkty, wskoczyła na czwarte miejsce i ma osiem meczów bez ligowej porażki oraz spotkanie w zapasie. Patryk Dziczek mówił w Canal+, że kartki dla jego zespołu zostały pokazane tam, gdzie chwilę wcześniej nie było reakcji na faul na zawodnikach Pogoni i zarzucił stosowanie podwójnych standardów. Stępiński sfaulował Keramitsisa, gra poszła dalej, a żółtą zobaczył dopiero Alessandro Riccio. Trener Haditaghi napisał o „jawnie celowym” sędziowaniu przeciwko Pogoni i nazwał Lasyka jednym z najgorszych sędziów, jakich widział od lat. W Szczecinie jedna decyzja wyniku nie przewróciła.
W meczu Rakowa, przy 1:1, Jean Carlos w biegu zagrał ręką w trakcie podania Wędrychowskiego. Arbiter po konsultacji z VAR wskazał na jedenasty metr i do monitora nie podbiegł. Kolegium uznało karny za wzorowy: obrońca nie walczył o piłkę z rywalem, tylko blokował zagranie i powiększył obrys ciała. Raków przegrał 1:4, po golu i dwóch asystach Bartosza Nowaka, i wciąż jest ostatni w ligowej tabeli. Ta sama centrala, która w Krakowie biła się w piersi przy meczu Cracovii z Zagłębiem, tutaj postawiła stempel „wzorowe” na decyzji arbitra. Stwarza to wrażenie niespójnych ocen w środowisku sędziowskim.
Wcześniejsze kontrowersje
Warto wspomnieć, że problemy z sędziowaniem nie pojawiły się znienacka. Na początku sierpnia Pogoń wygrała z Motorem 3:1 i to wtedy pojawiła się pierwsza rysa. W 17. minucie Darko Curlinov dobił po strzale Keramitsisa w słupek. Był na spalonym. Mecz prowadził Szymon Marciniak, asystent chorągiewki nie podniósł, a linię miał wyznaczyć VAR. Sportowe Fakty wskazują, że przy monitorze siedzieli Łukasz Kuźma i Paweł Sokolnicki. Wydaje się więc, że obsada sędziowska meczu była najlepsza z możliwych. Po meczu Kolegium napisało, że bramka powinna zostać jednak anulowana.
Pod koniec sierpnia Śląsk i Widzew zremisowali 3:3. Czerwona kartka dla Wiśniewskiego padła w 7. minucie, a wyrównującego gola w 89. strzelił głową Eniss Shabani. Ten sam Shabani nieco później trafił ręką w twarz zawodnika rywali. Trener Marcin Kochanek karnego nie dyktował. Następnego dnia Kolegium podało, że w analizie rzut karny powinien się znaleźć, bo kontakt z twarzą był wcześniejszy niż zagranie piłki. Widzew, w dziesiątkę od początku, jedenastki nie dostał. Aleksandar Vuković już po meczu mówił o jawnym zabraniu jedenastki dla jego zespołu. Wtedy jednak nikt nie chciał przyznać mu racji.
Raków – Zagłębie i rożny, którego nie powinno być. Kolegium broniło bramki. Jagiellonia przegrała z Legią. Karol Arys mylnie wskazał jedenastkę za upadek Agbonifo po kontakcie z Kapustką, a Bartosz Frankowski słusznie ściągnął go do monitora. Ekspert nazwał to małym kontaktem o dużym skutku. Jaga jedenastki nie dostała. VAR, który uratował zły karny, przy Imazie w ten weekend milczał. Stwierdzenie „sędziowie jak celebryci” nabiera coraz większego znaczenia. Kiedy to nie wynik, zawodnicy czy zespoły są gwiazdami meczów, ale cały „blask” zabierają sędziowie.
Zarzuty wobec szkolenia sędziów
W połowie sierpnia Paweł Sokolnicki, były asystent Szymona Marciniaka, napisał do władz PZPN, że sędziowie nie są szkoleni profesjonalnie, operatorzy VAR nie mają wiedzy, a szkoleniowcy systemu nigdy w nim nie pracowali. Weszło pismo ujawniło. W piątej kolejce Sokolnickiego nie było w obsadzie, a Szulc nazwał zarzuty przesadzonymi. Tomasz Listkiewicz napisał, że Kolegium analizą „ośmieszyło siebie i nas, sędziów”.
Jeszcze w zeszłym sezonie w meczu Jagiellonia – GKS Katowice, ośmiu graczy „Dumy Podlasia” było o jedną żółtą od zawieszenia na finał. Adrian Siemieniec napisał do Wójcika. Chciał charakterystyki i kontaktu do Pawła Raczkowskiego. Jednak przepisy jasno tego zabraniają. WP ujawniło korespondencję 10 września. Komisja Ligi uznała karę; Siemieniec – sześć meczów i 100 tysięcy złotych oraz dwuletni zakaz gry w PKO BP Ekstraklasie w zawieszeniu na trzy lata. Wójcik – dwa lata. Raczkowski – 50 tysięcy.
Spór o mobbing
Od lipca Arkadiusz Kamil Wójcik oskarża Marcina Szulca o mobbing i o hamowanie kariery. Kandydował na szefa Kolegium, przegrał, a potem, jak twierdzi, odsunęli go od meczów. Sprawa jest w prokuraturze. Dostał dwa lata dyskwalifikacji. Szulc w Canal+ powiedział, że „żadnego mobbingu absolutnie nie było” i że Wójcik nie był dyskredytowany za kontrkandydaturę. Przypomniał urlop w czasie wyboru przewodniczącego, egzamin zaliczony w drugim terminie i zgodę na wyjazd do Arabii.
„Jeśli uznać za mobbing zgodę na ten wyjazd, niech ta sytuacja mówi sama za siebie.”Marcin Szulc dla Canal +
Wójcik opublikował wyjaśnienia z Komisji Ligi; pismo Szulca z 15 września i wniosek dyscyplinarny z 13 sierpnia. „Zrobiono sąd kapturowy. Nie wezwano mnie nawet, bym mógł złożyć wyjaśnienia.” Jak twierdzi, jest to odwet. Materiał trafił do prokuratury. W rozmowie z Weszło mówił, że nie sądził, iż za pośrednictwo zostanie wyautowany, i że inicjatorem nie był. To stanowisko jednej ze stron sporu, ale sprawa pokazuje, że część problemów może wynikać ze struktury organizacji, która już teraz zmaga się z poważnymi kłopotami.
Kolegium Sędziów pod presją
25 września zarząd PZPN Szulca nie pożegnał. Obrady trwały około dwóch godzin. Żadna głowa nie spadła. Meczyki i WP pisały, że Paweł Gil odmówił stanowiska jako szef Kolegium. W rezultacie Szulc pozostał na stanowisku. Robert Małek, były sędzia międzynarodowy, też nie był zainteresowany. Nadzór do kolejnego zarządu dostał wiceprezes Tomasz Garbowski. We wrześniu pisano, że za miesiąc Szulc może stracić pracę. Ten miesiąc właśnie mija, a Szulc dalej zajmuje swoje krzesło. Plotkuje się, że faworytem Garbowskiego jest Jarosław Przybył. Ten sam, który w Gliwicach nie podyktował karnego za faul na Shehu. Jednak na szczęście plotka to jeszcze nie nominacja.
Najgroźniejsze nie jest to, że arbiter się myli. Najgroźniejsze jest wrażenie, że sędziowie unikają odpowiedzialności. Decyzje rozmywają się między sędzią z boiska, człowiekiem przy VAR i przewodniczącym oraz całym Kolegium. Obok problemów PZPN pojawia się kolejny: rosnące kłopoty organizacji sędziowskiej. Same przeprosiny nie cofają punktów. Komunikat w niedzielę nie ugasi pożaru z sobotniego meczu. Liga, w której co kolejkę najpierw mówi się o sędziowaniu, prędzej czy później musi zacząć martwić. Gdzie w tym wszystkim jest PZPN, który na razie dość biernie się przygląda? Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie, ale podejście „jakoś to będzie” musi się zmienić.










