Real Madryt = Liga Mistrzów. Z takim równaniem zgodziłby się każdy fan futbolu. Bo w końcu drużyna z Madrytu ma aż 14 zwycięstw w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Europy, podczas gdy drugi AC Milan ma tych triumfów dwa razy mniej. W minionym sezonie to właśnie Real podniósł puchar za wygranie Champions League. Pytanie brzmi następująco: czy drużyna jest w stanie dokonać tego po raz kolejny? W tym tekście postaramy się przeanalizować szanse „Los Blancos”.
Nie da się ukryć, że Liga Mistrzów to najbardziej prestiżowe klubowe rozgrywki na świecie. Szczególne znaczenie mają one jednak dla kibiców „Królewskich” ze względu na niesamowite historie tego klubu w europejskim czempionacie. Real Madryt co roku wymieniany jest w gronie faworytów do końcowego zwycięstwa. Przyjrzyjmy się sytuacji mistrza Hiszpanii, aby ocenić czy słusznie.
Wymarzony początek sezonu
Patrząc na dotychczasowe wyniki, możemy dojść do wniosku, że początek sezonu nie mógł potoczyć się dla „Królewskich” lepiej. Zacznijmy od sytuacji w lidze hiszpańskiej. Tutaj Real Madryt ma komplet punktów po pięciu meczach, więc jest w bardzo komfortowej sytuacji. A przypomnijmy, że Barcelona, która będzie prawdopodobnie najpoważniejszym przeciwnikiem „Los Blancos” w drodze po tytuł, już w 1. kolejce zremisowała z Rayo Vallecano.
Oczywiście Real Madryt na razie nie grał z jakimiś hegemonami – choć ogranie Realu Betis w tym sezonie wcale nie jest prostą sprawą – ale nie raz zdarzało się, że mistrzostwo uciekało przez punkty tracone z tymi teoretycznie słabszymi zespołami. W ten sposób Real zapewnił sobie komfortową sytuację, bo na mecze w Lidze Mistrzów może wychodzić bez presji spowodowanej trudną sytuacją w lidze. Tymi pięcioma kolejkami drużyna zapracowała sobie na spokój.
Ponadto pamiętajmy, że Real Madryt zdobył już w tym sezonie pierwsze trofeum. 10 sierpnia wywalczył Superpuchar Europy w starciu z Eintrachtem Frankfurt, nie pozostawiając Niemcom złudzeń, kto króluje w Europie. To też jest na pewno budujące dla zespołu, że sezon rozpoczynają od zdobycia europejskiego trofeum, nawet jeśli nie jest ono tak prestiżowe jak wygrana kilka miesięcy wcześniej Liga Mistrzów.
Dziurawa obrona?
No dobrze, ale żeby nie było cały czas tak przyjemnie, to przejdźmy do tego, co na początku sezonu może budzić lekkie obawy kibiców „Los Blancos”, czyli defensywy. Jak pamiętamy, w poprzednim sezonie był to silny punkt zespołu, bo w La Liga drużyna straciła zaledwie 31 bramek, czyli była drugą najlepszą obroną w rozgrywkach. Była to zasługa przyjścia Davida Alaby, przy którym lepiej wyglądał także Eder Militao. Ponadto w świetnej formie był Thibaut Courtois, o czym nie trzeba przypominać nikomu, kto oglądał finał Ligi Mistrzów.











