Trzy kolejki Premier League wystarczyły do tego, by pozbawić kibiców Arsenalu nadziei na oczekiwany od lat, przełomowy sezon. Mimo że Arsenal co roku przeżywa mniejsze lub większe wzloty i upadki, to już od jakiegoś czasu sytuacja nie wydawała się tak beznadziejna jak teraz. Wiele wskazuje na to, że dwudziesty pierwszy sezon Wengera w klubie z Londynu może okazać się tym najgorszym.
Porażka 0:4 z Liverpoolem w trzeciej kolejce Premier League wbrew pozorom nie jest najgorszą rzeczą, jaka w ostatnim czasie spotkała Arsenal. „Kanonierzy” od dobrych kilku lat rok w rok fatalnie wchodzą w sezon. Nie żeby miało to w jakiś sposób tłumaczyć fatalną postawę przeciwko Liverpoolowi. Po prostu takie są fakty. Wtopy na otwarcie sezonu i sierpniowe kompromitacje to dla fanów Arsenalu nic nowego i choć na pewno się z tym nie pogodzili, to w jakimś stopniu do tego przywykli. Pierwsza przerwa reprezentacyjna była zawsze okresem, w którym – jak się wydaje – Wenger analizował błędy poczynione w pierwszych meczach sezonu i starał się wyciągnąć wnioski.
Deadline Day
Tutaj dochodzimy do innego kluczowego momentu w sezonie Arsenalu. Jeszcze kilka dni przed ostatnim dniem okna transferowego najczarniejszym scenariuszem wydawał się ten, w którym Arsenal pozbędzie się Oxlade’a-Chamberlaina i nie kupi już nikogo. To, co wydarzyło się 31 sierpnia, wykroczyło jednak poza ramy wyobraźni większości fanów „Kanonierów”. Najczarniejszy możliwy scenariusz się sprawdził, tym samym okazując się jeszcze gorszym, niż pierwotnie zakładano.
No, ale od początku. Kilka dni przed Deadline Day do mediów wyciekła informacja, że Arsenal chętnie pozbędzie się swojego podstawowego środkowego obrońcy – Shkodrana Mustafiego, który źle czuje się w Londynie. Wywołało to niemały szok, bowiem debiutancki sezon Niemca na Wyspach może nie był wybitny, ale na pewno zasłużył na miano solidnego. Jak się jednak okazało, „Kanonierzy” byli gotowi go sprzedać, gdyby tylko odzyskali pełną kwotę, jaką za niego zapłacili. Prowadzone z Interem rozmowy nie znalazły jednak szczęśliwego końca i Mustafi spędzi kolejny sezon w Londynie.
O odejściu Alexisa Sancheza z Arsenalu powiedziano już wszystko – zawodnik łączony był ze wszystkimi możliwymi klubami, na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy miał kilkakrotnie żądać transferu, co tydzień do innej ekipy. Koniec końców najbardziej zainteresowany okazał się Manchester City, z którym Chilijczyk miał być już po słowie. Warunkiem oddania Sancheza do klubu z Manchesteru było przyjście do Arsenalu Thomasa Lemara z Monaco. I właśnie z tej strony „Kanonierzy” otrzymali pierwszy cios.
Istnieją dwie wersje wydarzeń i obie są dla kibiców klubu z Londynu niezbyt pocieszające. Pierwsza jest taka, że Thomas Lemar odmówił dołączenia do drużyny Arsene’a Wengera, gdyż wolał obrać kierunek na grający w Lidze Mistrzów Liverpool. Druga wersja mówi o tym, że Arsenal nie był wystarczająco zmotywowany, aby pozyskać francuskiego skrzydłowego. Mówiło się między innymi, że zabrakło czasu na finalizację (Arsenal starał się pozyskać Lemara od początku lipca), że była to oferta „na alibi”. Miała na celu uspokoić fanów „Kanonierów”, że klub ma pieniądze i nie boi się ich wydawać.











