Czy Maciej Stolarczyk zasługuje na miano trenerskiego odkrycia roku?


Jego Wisła gra efektownie i coraz bardziej skutecznie

13 maja 2019 Czy Maciej Stolarczyk zasługuje na miano trenerskiego odkrycia roku?
Krzysztof Porębski / PressFocus

Jeszcze do niedawna Maciej Stolarczyk był dyrektorem sportowym Pogoni Szczecin i choć zawsze marzył o tym, by zostać trenerem, to nikt chyba nie spodziewał się, że jego kariera rozwinie się tak błyskawicznie. Od momentu, kiedy objął drużynę Wisły Kraków, radzi sobie bardzo dobrze. Efektowna gra przypieczętowana wygranymi derbami Krakowa czy wreszcie wysokim zwycięstwem nad Legią sprawiła, że można go uznać za faworyta do miana trenerskiego odkrycia roku.


Udostępnij na Udostępnij na

Biorąc pod uwagę sytuację Wisły, trzeba szczególnie docenić pracę trenera. Nawet patrząc na sporą liczbę traconych bramek, należy zauważyć, że przez większość sezonu blok obronny jego drużyny był w rozsypce. Często kontuzjowany Marcin Wasilewski oraz niestabilność na bokach sprawiły, że trudno było ustawić optymalną formację. Doszło nawet do tego, że od kilku spotkań na środku defensywy regularnie występuje niespełna 16-letni Daniel Hoyo-Kowalski, który jednak jak na swój wiek prezentuje się bardzo przyzwoicie i już podobno jest obserwowany przez wiele europejskich klubów.

Każdy poczynił postępy

To właśnie rozwój zawodników i wykorzystywanie pełni ich możliwości trzeba uznać za wielki sukces trenera „Białej Gwiazdy”. Przed startem rundy rewanżowej kibice mogli mieć pewne obawy co do jakości gry takich zawodników jak Krzysztof Drzazga czy Marko Kolar. Ten pierwszy już od kilku lat bezskutecznie pukał do wyjściowego składu Wisły, a jesień spędził na wypożyczeniu w Puszczy Niepołomice. Kolar zaś najczęściej przegrywał rywalizację ze strzelającym w tym okresie jak na zawołanie Zdenkiem Ondraskiem.

Po odejściu Czecha z drużyny i wobec kontuzji Pawła Brożka Wisła została praktycznie bez innych napastników, co zmusiło trenera do tego, by w każdym meczu stawiał na Drzazgę i Kolara. Brak rywalizacji o miejsce w składzie paradoksalnie wyszedł im obu na dobre. Drzazga najpierw rozegrał świetny wyjazdowy mecz z Koroną Kielce, a swoją wartość udowodnił, zdobywając piękną bramkę w derbach z Cracovią. W tym samym spotkaniu przełamał się też Kolar, co pozwoliło mu w kolejnych meczach sześciokrotnie trafić do siatki.  Chorwat pomimo tego, że jesienią często znajdował się poza kadrą, na wiosnę został obdarzony zaufaniem, które sprawiło, że dziś jest integralną częścią ofensywy „Białej Gwiazdy”.

Do momentu doznania kontuzji świetnie spisywał się też Jakub Błaszczykowski. Trzeba co prawda uczciwie przyznać, że popularny Kuba przerasta naszą ligę skalą swojego talentu i poradziłby sobie pewnie pod wodzą każdego szkoleniowca. Z drugiej strony przesunięcie go nieco bliżej środka boiska i zagwarantowanie mu większej swobody w grze pomogło wydobyć pełnię możliwości reprezentantowi Polski.

Osobnym przypadkiem jest za to Sławomir Peszko. Krnąbrny pomocnik zarówno w poprzednim klubie, jak i w kadrze znany był głównie z „kreowania atmosfery”. Grając w Wiśle, udowadnia jednak, że wciąż jest świetnym jak na polskie warunki skrzydłowym. Po wypożyczeniu z Lechii strzelił dla Wisły trzy bramki oraz zanotował cztery asysty, czym wydatnie pomógł drużynie w zdobyciu kilku punktów. Niemała w tym zasługa trenera, który wykorzystał jego potencjał, ustawiając na lewym skrzydle. Ważne jest też zaufanie, jakim obdarzony został były reprezentant Polski od momentu przyjścia do Krakowa. Uczynienie z niego jednej z kluczowych postaci zespołu wyszło na dobre zarówno samemu Peszce, jak i całej drużynie.

Dylematy trenera – wiele bramek czy wiele punktów?

Oprócz punktów w piłce nożnej niezwykle ważne są emocje i gole, bo to one przyciągają na stadion kibiców. W meczach Wisły rozgrywanych na własnym własnym podwórku padają średnio ponad trzy bramki na mecz. Rysą na szkle są co prawda domowe porażki z Pogonią Szczecin i Wisłą Płock. Te również jednak można Stolarczykowi wybaczyć, biorąc pod uwagę przebieg tych spotkań i emocje, jakie dostarczyły widzom.

Nic dziwnego, że kibice „Białej Gwiazdy” w rundzie rewanżowej co rusz tłumnie wybierali się na Reymonta. Niemała w tym zasługa ofensywnego ustawienia zespołu i kilku bardzo widowiskowych spotkań. Dla potrzebującej nie tylko wygranych, ale również wpływów z dnia meczowego Wisły Kraków obrana taktyka wydaje się idealną do przyciągnięcia ludzi na stadion.

Sporo do życzenia pozostawiała za to gra na wyjeździe. Tam wiślacy przegrali 10 z 17 spotkań, tracąc aż 32 gole. Nawet w tym względzie zaszły jednak zmiany. Wisła wygrała swój ostatni mecz wyjazdowy z Górnikiem Zabrze, będąc drużyną, która nie prowadzi gry, ale bezlitośnie wykorzystuje błędy przeciwnika, czym pokazała, że skuteczność niejedno ma imię.

Jeszcze zimą można było myśleć o targanej kadrowymi problemami Wiśle jako o potencjalnym dostarczycielu punktów. Jej zawodnicy pokazali jednak, że są wykuci z solidnego tworzywa i pomimo problemów nękających klub mogą powalczyć z każdym zespołem w lidze. Spora w tym zasługa trenera, który natchnął drużynę do walki i pozwolił jej uwierzyć w sukces. Lepszych debiutantów w gronie trenerskim od Macieja Stolarczyka w tym roku na horyzoncie nie widać.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze