Wszystko w Gdańsku miało zmierzać ku mistrzostwu i może rzeczywiście zmierza, ale raczej działaczom snującym mocarstwowe wizje nie chodziło o wygraną w I lidze. Niestety, ale ekipa mająca być kolosem, coraz bardziej przypomina karła, a nadchodząca wiosna będzie niezmiernie trudna.
Miało być ambitnie, profesjonalnie, z przytupem – wyszło standardowo. Sporo można zarzucić właścicielowi klubu, Andrzejowi Kucharowi. Kiedy przejmował drużynę, buńczucznie zapowiadał, iż budżet Lechii w niedługim okresie sięgnie 70 mln złotych, po jakości obecnych graczy ewidentnie widać, że w tym planie coś nie zatrybiło. Obecny okres miał być apogeum sukcesów gdańszczan, a jest jedynie nędzną karykaturą pięknych słów.
Karuzela trenerska

Lechia w rundzie jesiennej zdążyła zwolnić już dwóch trenerów. Decyzja o pożegnaniu Tomasza Kafarskiego była w miarę logiczna, szkoleniowiec osiągał coraz gorsze rezultaty i niespecjalnie dysponował pomysłem, by to zmienić. Do tego kibice jasno zamanifestowali, co należy zrobić z popularnym „Kafarem”. Jednak już przygoda z Rafałem Ulatowskim zakrawa na tragikomedię. Jak widać, klubowi działacze muszą mieć coś wspólnego z jasnowidzami bądź kretynami, skoro zdecydowali się na zwolnienie trenera już po czterech meczach. Jakie dali mu szanse na wprowadzenie swoich pomysłów? Czego oczekiwali po ekipie wyróżniającej się najwyżej beznadziejnością? Czy przed zatrudnieniem nie przyjrzeli się wystarczająco dokładnie sylwetce swojego nowego pracownika? Może zapomnieli, jak wspaniałe rezultaty osiągał Ulatowski w Cracovii?
Oczywiście, kariera w Lechii przypominająca błyskawiczny zjazd w dół idealnie wpisywała się w plany stabilizacji drużyny. W końcu każdy prezes bądź właściciel, gdy chce stabilizować zespół, to wymienia trenerów po czterech meczach. Zresztą kolejna decyzja w tym aspekcie nie wydaje się wiele lepsza. Paweł Janas nie jest raczej człowiekiem, który specjalizuje się w ratowaniu tonących statków. Do tego jego ostatnia passa nie była zbyt fortunna i trudno oczekiwać, by tchnął nowego ducha w drużynę, zwłaszcza że tajemnicą poliszynela jest jego zaangażowanie w pracę. Niektórzy żartobliwie mówią nawet o Tomaszu Borkowskim jako faktycznym szkoleniowcu…
Wzmocnienia? A po co?
Czyż nie wydaje się, iż logicznym wyjściem w przypadku trudnej sytuacji w tabeli jest zakup nowych zawodników? W Gdańsku myślą inaczej. Jak na razie jedynym wzmocnieniem jest zakontraktowanie Jakuba Wilka, lecz nie jest to raczej zawodnik, który mógłby wydatnie podnieść poziom drużyny. Podpisano również umowę z Piotrem Grzelczakiem, lecz wejdzie ona w życie dopiero w lipcu. Z drużyny odszedł za to Fred Benson, co oznacza, że liczba napastników w ekipie nie jest wystarczająca, a liczba napastników potrafiących strzelać bramki równa się zeru. Czy da się utrzymać bez snajperów? Wątpię, Lechia woli to jednak sprawdzać empirycznie.












