Po zwycięstwach nad Podbeskidziem i Legią Warszawa, odpowiednio w Pucharze Polski i w Ekstraklasie, w Poznaniu panuje optymizm. Lechici wierzą w kolejne zwycięstwo. Wierzą, że w końcu uda się pokonać w Poznaniu GKS Bełchatów, w meczu Ekstraklasy. Ostatni raz ta sztuka udała się w 1998 roku…

Przy teoretycznym zwycięstwie z Bełchatowem i korzystnych układach innych meczów, Lech może już dziś samodzielnie objąć trzecie miejsce w tabeli. Dużo łatwiej jednak przewidzieć, jak zagrają dziś goście, niż grający w kratkę gospodarze.
– GKS Bełchatów od dłuższego czasu gra podobnym stylem. Zmieniają się wprawdzie zawodnicy, ale system gry pozostaje ten sam. Nie możemy pozwolić im się rozpędzić, bo wtedy potrafią dobrze rozegrać piłkę na jeden, dwa kontakty. Od samego początku musimy zagrać agresywnie i wysoko pressingiem, aby im to uniemożliwić. W ich szeregach zabraknie podstawowych skrzydłowych: Macieja Małkowskiego i Tomasza Wróbla. Myślę jednak, że trener GKS-u znajdzie w swoim zespole wartościowych zmienników – mówi przed meczem z GKS-em Bełchatów trener Lecha Poznań, Jose Mari Bakero.
– W ostatnim meczu z Podbeskidziem zespół pokazał charakter i właśnie w takich spotkaniach drużyna się konsoliduje. Do stworzenia klasowego zespołu potrzebne są nie tylko dobre momenty, ale również te gorsze. Drużyna to grupa osób, która razem się cieszy, ale razem też cierpi. Wiem, że z Bełchatowem Lech nie wygrał od wielu lat. Myślę jednak, że teraz mamy doskonałą okazję, aby tą serię przerwać – dodał szkoleniowiec Lecha.











