Przed nami mecze 1/8 finału Ligi Europy. Po spotkaniach Ligi Mistrzów apetyty piłkarskich kibiców są na pewno rozbudzone. Zapraszamy do zapoznania się z planem jazdy na czwartkowy wieczór.
Anży Machaczkała – Newcastle United
Oba zespoły spotykają się po raz pierwszy w historii. Rosjanie w fazie grupowej mierzyli się z innym angielskim klubem, Liverpoolem. Ażny w meczu u siebie zwyciężyło, natomiast na Anfield nie sprostało „The Reds”. Rozgrywki w rosyjskiej Premier Lidze rozpoczną się dopiero w ten weekend i formę Rosjan możemy oceniać tylko na podstawie dwóch meczów w 1/16 finału. Zespół z Machaczkały wygrał co prawda rywalizację z Hannoverem 4:2, lecz tak naprawdę do ostatnich minut nie mógł być pewien awansu. Jeśli chodzi o „Sroki”, to w lidze nie radzą sobie najlepiej. W tabeli zajmują dopiero piętnastą lokatę i raczej muszą się oglądać za siebie, a nie spoglądać w górę tabeli. Newcastle, wygrywając na Ukrainie z Metalistem, przerwało serię pięciu wyjazdowych pojedynków bez zwycięstwa w europejskich pucharach. Może to być dobry prognostyk przed starciem w Rosji.

Silną bronią Rosjan jest gra w ofensywie. W tegorocznej edycji Ligi Europy zdobyli oni już 26 goli (łącznie z meczami eliminacyjnymi) i stracili zaledwie siedem. Natomiast Anglicy nie mogą się pochwalić tyloma bramkami. W dziesięciu pojedynkach strzelili dziesięć bramek i stracili sześć, więc na tle swoich rywali wyglądają dość blado. Faworytem rywalizacji wydaje się zespół z Machaczkały. Rozgrywki Ligi Europy traktuje on śmiertelnie poważnie i raczej nie powinien mieć większych problemów, aby przynajmniej w pierwszym meczu ograć bardziej utytułowanego rywala.
Viktoria Pilzno – Fenerbahce Stambuł
Lider ligi czeskiej podejmuje trzeci zespół tureckiej Süper Ligi. To pierwsze spotkanie obu zespołów w historii. Viktoria w przeszłości dwukrotnie rywalizowała z Besiktasem, natomiast bilans Turków w starciach z czeskimi ekipami nie jest imponujący. W ośmiu spotkaniach wygrali tylko trzy razy i przegrali pięciokrotnie. Zawodników z Pilzna i Machaczkały łączy to, iż obie drużyny rywalizują w Lidze Europy już od II rundy eliminacji. I analogiczne jak w rosyjsko-angielskim pojedynku to gospodarze mają czym straszyć w ofensywie. Viktoria wygrała w tej edycji wszystkie mecze na swoim stadionie, co nie wróży dobrze ich rywalom. Z Doosan Arena z kwitkiem odjeżdżały takie drużyny jak Napoli czy Atletico Madryt, lecz Fenerbahce w obecnej edycji potyczki wyjazdowe zazwyczaj wygrywa.
Zapowiada się bardzo wyrównany mecz, w którym minimalnym faworytem wydają się Czesi. Jeśli Duris, Horvath, Bakos i spółka będą tak strzelać jak w poprzednich pojedynkach, gospodarze powinni wypracować sobie niewielką zaliczę przed jakże trudnym rewanżem w Turcji. Czy nasi południowi sąsiedzi w ogóle wypracują sobie zaliczkę? Przekonamy się w czwartkowy wieczór.














