Miniony weekend na angielskich boiskach minął pod znakiem spotkań derbowych — tych rozgrywanych w północnym Londynie, a także w Merseyside. Poza opisem najważniejszych zdarzeń i ich konsekwencji, prezentujemy wam również jedenastkę weekendu.
1. Na samym szczycie, jak na huśtawce, raz na dole, raz na górze
Po dwunastej kolejce Manchester City był dopiero trzeci, ustępując w tabeli miejsca Southampton i Chelsea, do której miał osiem oczek straty. To była sama końcówka listopada. Nieco ponad miesiąc później, na White Hart Lane, Chelsea została rozbita w proch i pył w Nowy Rok przez Tottenham, co podopieczni Pellegriniego skrzętnie wykorzystali, doskakując do Chelsea i ustępując jej tylko bilansem bramkowym. „The Citizens” i „The Blues” mieli wówczas po 46 punktów. W tym momencie, czyli po 24. kolejce, City ma raptem 3 oczka więcej (49 pkt), a podopieczni Jose Mourinho 10 (56 pkt.).
Piłkarze z Etihad Stadium w tym czasie tracili punkty u siebie z Burnley (mimo że wygrywali 2:0) i z Arsenalem (0:2), z Chelsea na wyjeździe (1:1, to zdecydowanie najlepszy mecz w styczniu) oraz w ten weekend z Hull City. Zadziwiająca zmiana, jaka zaszła w postawie mistrzów Anglii w porównaniu z zeszłym sezonem, to przede wszystkim wyniki na własnym stadionie. W poprzedniej kampanii tylko Sunderland i Chelsea zdołały wywieźć punkt z Etihad. W bieżącym sezonie do tego grona zaliczymy już: Stoke, Chelsea, Burnley, Hull i Arsenal. W najbliższych kolejkach Manchester City zagra ze Stoke i Newcastle i trudno będzie im myśleć o tytule bez kompletu punktów z tych starć.
Chelsea zaś skupi się teraz na meczach niemających nic wspólnego z Premier League, czyli finale Pucharu Ligi oraz spotkaniach 1/8 finału Ligi Mistrzów z Paris Saint Germain. To dobra okazja dla piłkarzy z Etihad do ataku, tym bardziej, że mogą liczyć tylko na potknięcia wielkiego rywala, gdyż oba mecze między tymi ekipami już się odbyły (dwukrotnie zakończone rezultatem 1:1).
2. Derbowe rozstrzygnięcia, czyli jak wygląda walka o Ligę Mistrzów
Różnica między trzecim a siódmym miejscem to w tym momencie zaledwie sześć punktów. A mogła być mniejsza, tylko Liverpool nie wygrał w prawdopodobnie ostatnich derbach Stevena Gerrarda z Evertonem i nie wykorzystał sytuacji, by dobić do Arsenalu na jeden punkt. „Koguty” po słabym październiku i listopadzie w końcu odpaliły i tak samo jak Liverpool, są z powrotem w grze o miejsca 3 i 4, bo TOP dwójka wydaje się być poza zasięgiem.
Uwagę na siebie po raz kolejny zwrócił Harry Kane, dając jasny sygnał Royowi Hodgsonowi, aby ten go powołał do kadry reprezentacji. Kane to jedna trzecia goli zespołu Pochettino w tym sezonie Premier League, stąd pytania o jego przyszłość, oraz Duńczyka Christiana Eriksena, jeśli zespół z północnego Londynu nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów.
Przed 24. kolejką zespołami z najlepszym bilansem gier w ostatnim czasie były te walczące o LM — Arsenal, Tottenham i Liverpool. Piłkarze Wengera zawdzięczają to przede wszystkim zmianie mentalności w ostatnim czasie. Od wypadu na Etihad, zakończonego wyrwaniem City trzech punktów, Arsenal nastawił się na reagowanie na wydarzenia boiskowe, nie na ich kreowanie, jak było dotychczas. Nawet w domowym meczu z Aston Villą, wygranym 5:0 w poprzedni weekend, „Kanonierzy” mieli mniejsze posiadanie piłki od rywali.











