„Droga była bardzo ciężka, ale w końcu udało mi się osiągnąć cel w 82 minucie na Stadionie Centralnym w Kazachstanie.” Ten cytat z powitalnej strony serwisu internetowego Arizy Makukuli mówi wszystko. Mecz reprezentacji Portugalii z tym wschodnioeuropejskim kopciuszkiem rozgrywany 17 października mógł się zakończyć niespodziewanym remisem, gdyby nie główka napastnika Maritimo, kończąca dośrodkowanie Ricardo Quaresmy.
„Dedykuję tę bramkę wszystkim tym, którzy byli ze mną przez te wszystkie lata cierpień.”, mówił po meczu nie bez emocji urodzony w Kinszasie wysoki napastnik. A cierpienia Makukuli rozpoczęły się w styczniu 2004 roku, kiedy zerwał więzadła w prawym kolanie. To był początek natłoku kontuzji, które w końcu niedawno zaczęły go omijać.
Piłkarski pielgrzym

Ariza Makukula to syn zairskiego piłkarza i Portugalki. Piłkarskiego rzemiosła uczył się w portugalskiej Vitorii Guimaraes, gdzie występował jego ojciec. Młody Ariza był na tyle utalentowanym grajkiem, że już w wieku 19 lat przekroczył granicę i wyjechał do Hiszpanii. Pierwszym przystankiem w jego karierze była Salamanca.
Po dwóch latach tam spędzonych, z przerwą na Leganes, wybrał się do Francji. Tam podpisał kontrakt z Nantes, by po roku powrócić do Hiszpanii na wypożyczenie do Valladolid. W barwach ‘Blanquivioletas’ odzyskał skuteczność i zainteresował swoją osobą kilka dobrych drużyn. W końcu przeniósł się do Sevilli.
Kiedy wydawało się, że w końcu wystartuje w wyścigu o miejsce w czołówce najlepszych napastników futbolowego świata, los zgotował mu przykrą niespodziankę. W rozgrywanym w styczniu 2004 roku meczu ligowym z Malagą ten krzepki atakujący poważnie uszkodził więzadła w prawym kolanie. A to był dopiero początek serii urazów.
W takich przypadkach niektóre kluby pozbywają się kontuzjowanych piłkarzy, uważając ich za zbędny balast. W przypadku Makukuli było inaczej. Szczęśliwie dla niego zarząd Sevilli podał mu pomocną dłoń. Zaoferowano mu kontrakt trwający do roku 2009 oraz pomoc lekarską aż do pełnego dojścia do zdrowia. To spotkało się z wdzięcznością piłkarza, który niedługo potem jak wciąż w gipsie na nodze podpisał nowy kontrakt, nazwał swego nowo narodzonego syna na cześć prezesa klubu z Andaluzji, Jose Marii del Nido.
Jednakże droga do wyzdrowienia Makukuli była bardziej żmudna niż oczekiwano. Po wielu wizytach i konsultacjach u belgijskiego specjalisty, niezliczonych sesjach z fizjoterapeutami oraz ledwie 13 rozegranymi meczami i jedną strzeloną bramką w przeciągu dwóch lat, Sevilla zdecydowała się wypożyczyć Arizę na sezon 2006/07 do Gimnasticu Tarragona. ‘Maku’ pragnął odzyskać swój dawny strzelecki instynkt, jednak w tuzinie meczów rozegranych w barwach Nastic strzelił zaledwie raz. Zespół z Tarragony spadł do 2 ligi, a lekki spadek formy spowodował, że Sevilla znów płaciła mu właściwie za nic.











