Miło wyprawy do Czech wspominać nie będą Ukraińcy. Współgospodarze mistrzostw Europy przekonali się, że czeka ich jeszcze wiele pracy nad grą obronną. Nasi południowi sąsiedzi zdemolowali ich 4:0.
Starcie w Pradze dla współgospodarzy zbliżających się wielkimi krokami mistrzostw Europy rozpoczęło się bardzo niepomyślnie. Już po 120 sekundach gry Władimir Szewczuk powalił w polu karnym Jana Rezka. Do piłki ustawionej 11 metrów od bramki podszedł Michal Kadlec i pokonał Andrija Dzikania. Gol ten wyraźnie dodał naszym południowym sąsiadom skrzydeł. Ukraińcy zostali zepchnięci do głębokiej defensywy. Dostający od swoich obrońców piłkę golkiper „Żółto-niebieskich” musiał wybijać ją byle dalej od swojego pola karnego. W 12. minucie Czesi zadali kolejny cios. Fatalny błąd popełnił Dzikań, wybijając futbolówkę pod nogi Kadleca, który podwyższył na 2:0. Dopiero po kwadransie gry goście oddali pierwszy strzał – chybił Ołeksij Gaj.

120 sekund później rzut wolny zarobił Jewhen Konoplianka. Jednak piłka posłana w „szesnastkę” przez Marko Devicia nie dotarła do żadnego z partnerów. Chwilę później o szczęściu mogli mówić przyjezdni. Jaroslav Plasik wbiegł między dwóch obrońców i w bardzo groźnej sytuacji uderzył nad poprzeczką. W 25. minucie po raz trzeci skapitulował Dzikań. Tym razem sędzia jednak gola nie uznał, dopatrując się spalonego. Tuż przed upływem pół godziny gry Konoplianka ładnie wypatrzył Artioma Miłewskiego, lecz adresowane do niego podanie przeciął Kadlec.W ostatnim kwadransie gry w tej części meczu do roboty wzięli się przyjezdni. Jednak wszystkim, co udawało im się wywalczać w akcjach ofensywnych, były rzuty rożne. Po tym zarobionym przez Bohdana Butkę dośrodkowywał Konoplianka, lecz Czesi bez problemów sobie z tym poradzili. W 36. minucie „Konopa” próbował dośrodkować do Jarmolenki, lecz uczynił to bardzo niedokładnie. Szczelna defensywa naszych południowych sąsiadów sprawiała, że zdobywanie „kornerów” było wszystkim, na co było stać Ukrainę. Z narożnika bił głównie Konoplianka. Tuż przed przerwą w zamieszaniu podbramkowym Dević wepchnął piłkę do siatki, lecz sędzia dopatrzył się spalonego.
Druga połowa również w sposób wymarzony rozpoczęła się dla gospodarzy. Już po 120 sekundach gry przy niegroźnym wrzucie z autu Serhij Kriwcow nie upilnował Rezka, który podał do Kolara. Temu pozostało tylko podwyższyć na 3:0. Na tym dzieło zniszczenia „Żółto-niebieskich” się nie skończyło. W 51. minucie fatalny błąd popełnił Ołeksandr Kuczer, wybijając piłkę wprost pod nogi Daniela Pudila. Ten zagrał do Daniela Kolara, który nie dał szans Dzikaniowi na skuteczną interwencję. Widząc to, Ołeh Błochin reagował zmianami, które też niewiele wnosiły.
Po nieco ponad kwadransie gry gospodarze mogli pogrążyć swoich przeciwników. Tym razem jednak ich akcja została przerwana przez niezbyt pewną we wtorek ukraińską defensywę. 60 sekund później udanym atakiem zrewanżowali się goście. Po zagraniu Andrija Woronina do Jewhena Sełezniowa ten ostatni podał Deviciowi, który upadł w polu karnym, lecz sędzia nie dopatrzył się przewinienia. W 71. minucie z dystansu strzelać próbował Kamil Vacek, ale przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Zaraz po tym w pole karne wpadł Woronin, wyłożył piłkę Deviciowi, lecz ten chybił z kilu metrów.










