W sobotnie popołudnie Manchester United gościł na własnym boisku West Ham. Już przed spotkaniem wiele faktów wskazywało na to, że dla drużyny Slavena Bilicia nie będzie to najłatwiejsza przeprawa. W dotychczasowych sześciu meczach u siebie BPL sezonu 2015/2016 „Czerwone Diabły” straciły zaledwie jedną bramkę.
Gospodarze przystępowali do tej rywalizacji w niejednoznacznych humorach. Z jednej strony zdecydowanie poprawili grę w defensywie i wygrywając poprzednie spotkanie z Leicester, znowu mogli odzyskać pozycję lidera, z drugiej ich forma w ofensywie pozostawia wiele do życzenia, a samo schematyczne budowanie akcji potrafi usypiać najwierniejszych kibiców tego zespołu. Mimo nie najgorszych rezultatów sam styl gry nie jest przekonujący i według Sky Sports Ed Woodward zastanawia się nad możliwymi zmianami na stołku menadżerskim.
Sytuacja kadrowa drużyny z czerwonej części Manchesteru nie jest najpomyślniejsza. Ostatnio z gry wypadli Rojo i Rooney, a Louis van Gaal nadal nie może korzystać z usług Jonesa, Herrery, Valenci i Shawa.
West Ham ma za sobą cztery spotkania bez zwycięstwa, jednak w tym sezonie zdołał już udowodnić, że potrafi się zmobilizować w rywalizacjach z tymi teoretycznie najgroźniejszymi zespołami. Wygrywał już na Emirates, Etihad, a także Anfield, więc dlaczego nie miałby zrobić tego samego na Old Trafford? Głównym argumentem była nieobecność najlepszego strzelca i asystenta – Dimitriego Payeta, oraz Diafry Sakho, a tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego dowiedzieliśmy się również o absencji objawienia rundy jesiennej – Manuela Lanziniego.
Oprócz tego „Młoty”, delikatnie mówiąc, nie radziły sobie ostatnio z United. Manchester był niepokonany od ostatnich trzynastu potyczek ligowych obu zespołów, a aż jedenaście z nich zakończyło się przegraną ósmej drużyny obecnego sezonu.
Sam mecz może i mógł się podobać, ale tylko, jeśli łakniemy masy sytuacji popartych niekoniecznie dobrą grą w defensywie. Okazji z obu stron było co niemiara. W pierwszych minutach bliżej zdobycia gola byli zawodnicy Bilicia. Dwa razy de Gea został uratowany przez obramowanie bramki, a po błędzie Blinda doskonałą sytuację zmarnował Moses, który przedwcześnie zszedł z boiska z powodu kontuzji.
http://www.dailymotion.com/video/x3gzuyp_victor-moses-1-on-1-chance-de-gea-amazing-save-manchester-united-west-ham-united-premier-league-05-1_sport
Zwłaszcza na te indywidualne potknięcia trzeba zwrócić uwagę. Było ich w dzisiejszej rywalizacji od groma, zarówno w szeregach Manchesteru, jak i West Hamu. O defensywie gości dużo można powiedzieć, ale na pewno nie to, że była szczelna, a gospodarze również nie zamierzali pozostać dłużni. Słabo na prawej obronie prezentował się McNair i w drugiej połowie zastąpił go Guillermo Varela, 22-letni, dotychczas mocno anonimowy Urugwajczyk. Na boisku pojawił się również Memphis Depay, który wniósł trochę ożywienia, ale ostatecznie na nic się to nie zdało.











