Widzew Łódź przegrał na własnym boisku 0:1 z ŁKS-em w meczu kończącym 10. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy. Jedyną bramkę zdobył Marcin Mięciel, dla którego było to pierwsze trafienie w tym sezonie. Gospodarze kończyli mecz w dziewiątkę, po tym jak czerwone kartki obejrzeli Piotr Grzelczak oraz Bruno Pinheiro.
Od początku spotkania obu drużynom nie można było domówić ambicji. Zarówno Widzew, jak i ŁKS walczyły o każdą piłkę, chcąc jak najszybciej odzyskać futbolówkę i przedostać się z nią pod bramkę rywali. Pierwszy celny strzał na bramkę oddał Szałachowski w 6. minucie meczu, ale uderzenie tego zawodnika było zbyt lekkie, by mogło zaskoczyć Mielcarza.

Po kwadransie gry fenomenalną sytuację do zdobycia gola miał piłkarz gospodarzy, Nika Dżalamidze. Bardzo dobrą piłkę za plecy otrzymał Dudu, który, mając sporo swobody na skrzydle, zdołał dośrodkować wprost do niekrytego Gruzina. Dżalamidze nie po raz pierwszy w tym meczu popełnił jednak błąd, uderzając piłkę obok bramki.
Najbliżej zdobycia bramki zespół trenera Mroczkowskiego był w 19. minucie, kiedy to rzut wolny wykonywał Dudu. Wydawało się, że boczny obrońca Widzewa będzie dośrodkowywał w okolice pola bramkowego, ale tym razem zdecydował się na podanie po ziemi w pole karne. Bez wątpienia zaskoczyło to gości, ponieważ jednego z obrońców wyprzedził Budka, który oddał mocny strzał w światło bramki. Jednak zamiast w któryś z rogów futbolówka poleciała wprost w środek bramki, dając bramkarzowi ŁKS-u okazję do obrony.
W kolejnych minutach gra nadal była wyrównana. Obie drużyny raz po raz starały się uderzać na bramkę, ale żaden z zawodników nie potrafił oddać strzału, który mógłby zagrozić bramkarzowi rywali.
Już po kilku minutach drugiej części gry doszło do największej kontrowersji spotkania. Grzelczak, który chwilę wcześniej faulował jednego z zawodników ŁKS-u, chciał cofnąć się na własną połowę, ale wtedy dobiegł do niego Łabędzki, starając się sprowokować widzewiaka. Do akcji włączył się jeszcze Michał Probierz, który mocno krzyczał i gestykulował, domagając się czerwonej kartki. Chwilę później na boisku mieliśmy wielką kłótnię, którą arbiter zakończył kilkoma żółtymi kartkami oraz… czerwoną dla Grzelczaka, który, wydaje się, w tej sytuacji nie zasłużył na tak srogą karę.
Od tego momentu do ataku ruszyli goście. ŁKS starał się sporo grać z pierwszej piłki, ale akcje podopiecznych Michała Probierz kończyły się tuż przed bramką Macieja Mielcarza. Zespołowi brakowało dokładnego ostatniego podania, które mogłoby stworzyć okazję do zdobycia gola. W 77. minucie meczu do wybitej przed pole karne piłki dopadł Łukasiewicz, lecz jego uderzenie przeleciało obok bramki.












