W siedmiu spotkaniach rozegranych w sobotnie popołudnie pokazano aż sześć czerwonych kartek. Największą niespodzianką jest niewątpliwie porażka Liverpoolu na Craven Cottage. Emocje towarzyszyły również pozostałym sześciu meczom.
Kolejne zwycięstwo The Blues
Na Reebok Stadium Bolton podejmował lidera Premiership Chelsea Londyn. „Kłusaki” wciąż miały w pamięci środową porażkę z londyńczykami 4:0. I tym razem okazały się bezsilne wobec „The Blues”. Zespół Carlo Ancellotiego od początku spotkania narzucił rywalom swoje tempo gry i cały czas atakował ich bramkę. Jednak ataków Didiera Drogby i Nicolasa Anelki udanie bronił Jussi Jaaskalainen. Ekipa gospodarzy ograniczyła się do gry z kontrataku. Chelsea swoją przewagę udokumentowała dopiero w końcówce pierwszej połowy. W polu karnym nieprzepisowo powstrzymywany był przez Jloyda Samuela Didier Drogba. Obrońca Boltonu za ten faul obejrzał czerwoną kartkę, a rzut karny na bramkę zamienił stały wykonawca tych fragmentów w ekipie londyńczyków – Frank Lampard. Początek drugiej połowy należał nadal do przyjezdnych. W 54. minucie pojedynek sam na sam z fińskim bramkarzem przegrał Didier Drogba, a chwilę później Frank Lampard uderzył w poprzeczkę bramki przeciwnika. W 60. minucie gościom udało się podwyższyć wynik spotkania na 2:0. Strzelcem bramki był Brazylijczyk z portugalskim paszportem – Deco, który pokonał bramkarza „Kłusaków” strzałem w długi róg. Napór Chelsea wciąż rósł, jednak mimo kilku dogodnych okazji, wynik nie uległ zmianie. Piłkarzy Chelsea wyręczył Zat Knight, który naciskany przez Branislava Ivanowicia strzelił bramkę samobójczą. Ekipę Gary’ego Megsona ostatecznie pogrążył w doliczonym czasie gry Didier Drogba. Napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej wykorzystał podanie Franka Lamparda i prostym strzałem pokonał Jaaskalainena. Mecz zakończył się takim samym wynikiem jak w ubiegłą środę – 4:0 dla Chelsea. Londyńczycy w ostatnich czterech spotkaniach strzelili 17 bramek nie tracąc żadnej.
Koniec marzeń Liverpoolu o mistrzostwie
Do sporej sensacji doszło na Craven Cottege. Ostatnie zwycięstwo Liverpoolu nad Manchesterem United dodało skrzydeł piłkarzom, którzy wciąż żywią nadzieję na mistrzowski tytuł. Jednak ich marzenia zostały w sobotni wieczór sprowadzone na ziemię przez piłkarzy Fulham. Od początku spotkania przeważali goście, jednak długo nie potrafili znaleźć sposobu na zdobycie bramki. Co nie udawało się Liverpoolowi, udało się londyńczykom. W 24. minucie Bobby Zomora wykorzystał błąd Kyrgiakosa i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Stracona bramka rozwścieczyła podopiecznych Rafy Beniteza, którzy w dalszych minutach spotkania zamknęli na własnej połowie „The Cottegers”. Nieustanne ataki przyniosły skutek w 42. minucie spotkania, gdy Fernando Torres, strzałem przy słupku wyrównał stan meczu. Do przerwy na Craven Cottage pachniało sensacją.
Początek drugiej połowy to walka obu drużyn o dominację na środku pola. „The Reds” stracili nieco impet z pierwszej połowy i powoli tracili swoją przewagę na rzecz gospodarzy. Londyńczycy coraz śmielej atakowali bramkę strzeżoną przez Pepe Reinę. Hiszpański golkiper skapitulował dopiero w 74. minucie spotkania. Wprowadzony w drugiej połowie Erik Hevland strzałem głową dał prowadzenie gospodarzom. Końcówka spotkania to już tragedia dla Liverpoolu. W odstępie zaledwie dwóch minut Degen i Carragher zobaczyli czerwone kartki i musieli opuścić boisko. Grający w dziewiątkę Liverpool w 87. minucie spotkania ostatecznie pogrążył Clint Dempsey. Ta porażka dość mocno oddaliła Liverpool od mistrzowskiego tytułu i sprawiła, że Rafa Benitez może wkrótce stracić swoją pracę.










