Czerwona angielska wojna


Już jutro o 13:45 świat wstrzyma oddech, a wszyscy sympatycy angielskiej piłki zasiądą przed telewizorami, by zobaczyć kolejny odcinek wojny manchestersko-liverpoolskiej. My na iGolu będziemy podgrzewać atmosferę już od 11 rano, w skrócie, zapraszamy na relację LIVE na naszym portalu!


Udostępnij na Udostępnij na

25. serię gier tego sezonu Premier League rozpoczniemy naprawdę z wysokiego pułapu. Najwyższego chyba, jaki można sobie wyobrazić. Naprzeciw siebie staną drużyny Manchesteru United i Liverpoolu. Dwa najbardziej utytułowane kluby, odwieczni wrogowie. W tym sezonie bilans meczów bezpośrednich jest korzystny dla liverpoolczyków, którzy wygrali w FA Cup 2:1, a w starciu ligowym padł remis 1:1. Wszystko wygląda świetnie, gdyby nie fakt, że obydwa te pojedynki odbyły się na Anfield, a jeśli chodzi o mecze na Old Trafford, to sześć z ostatnich siedmiu wygrały „Czerwone Diabły”. Wyjątkiem jest spotkanie z 2009 roku, kiedy to „The Reds” zwyciężyli aż 4:1. Podopieczni Fergusona mają też ogromną przewagę w tabeli nad rywalami, bo jak inaczej nazwać 16 punktów różnicy na korzyść graczy Manchesteru?

Ostatnio to gospodarze są również w lepszej formie. Liverpool wygrał zaledwie trzy z ostatnich dziesięciu swoich meczów, podczas gdy Manchester w analogicznym okresie trzykrotnie przegrał. Na korzyść graczy z miasta Beatlesów przemawia natomiast fakt, że udało im się awansować dalej w obydwu angielskich pucharach, za każdym razem pozostawiając w pokonanym polu klub manchesterski, choć raz było to City, a raz United. Biorąc pod uwagę pięć spotkań, wyłącznie w lidze, to Liverpool ugrał w nich zaledwie pięć punktów, a rywale dwa razy więcej. Na korzyść „Red Devils” przemawia też oczywiście Old Trafford – u siebie jak do tej pory w 12 meczach zgromadzili 28 oczek, co daje im trzecie miejsce w lidze, uwzględniając tylko mecze na własnych włościach i choć „Czerwoni” radzą sobie na wyjazdach nie najgorzej (piąte miejsce pod tym względem w tabeli), to na 12 meczów poza swoim miastem wygrali sześć, jeden zremisowali i pięć przegrali. Warto jednak podkreślić, że podopiecznym Dalglisha udało się już zdobyć w tym sezonie i Emirates Stadium, i Stamford Bridge, a także Etihad (choć tylko w Pucharze Ligi).

Zatrzymując się jeszcze na chwilę przy Carling Cup – Liverpool awansował w tych rozgrywkach do finału i ma wreszcie szansę na zdobycie, po latach posuchy, jakiegoś trofeum. Jeśli już zahaczyliśmy nieco o historię, to warto nadmienić, że rywalizacja pomiędzy tymi zespołami zaczęła się już w XIX wieku. W pierwszym starciu, 12 października 1895 roku, Liverpool na Anfield rozbił rywali (wtedy występujących jeszcze pod nazwą Newton Heath) aż 7:1 i było to najwyższe zwycięstwo którejkolwiek ze stron. Rewanż w Manchesterze przyszedł bardzo szybko, bo już 2 listopada 1895 roku i tym razem również gospodarze byli górą – wygrali 5:2. United szybko nadrobili straty i dziś to oni są górą w tych pojedynkach. Jak do tej pory odbyło się ich 183 i piłkarze Manchesteru wygrali 71 razy, przegrali 61, a jak nietrudno policzyć, padło w tych starciach również 51 remisów. Jeśli chodzi o bilans ligowy na Old Trafford, to przewaga „Diabłów” tylko rośnie – 38 zwycięstw, 25 remisów i 15 porażek.

W wiktorii numer 39 na pewno nie pomogą Nemanja Vidić, Darren Fletcher oraz Michael Owen, a prawdopodobnie również Phil Jones, Chris Smalling i Nani. Dobrą wiadomością dla Fergusona jest za to powrót po trzech miesiącach Toma Cleverleya, choć młody Anglik rozpocznie zawody zapewne co najwyżej na ławce. Zdrowy jest również Anders Lindegaard, ale nie należy się spodziewać, że wygryzie ze składu De Geę, który dobrze spisał się na Stamford Bridge. Aż takich problemów nie ma Kenny Dalglish. Szkot jest przekonany, że będzie miał do dyspozycji lewego obrońcę, Jose Enrique, lecz nie jest do końca pewne. Oczywiście na cały sezon wypadł już jakiś czas temu Lucas Leiva. Wraca za to, a właściwie już wrócił w meczu z Tottneham Suarez, który przez miesiąc odpoczywał od piłki za to, że powiedział za dużo słów pod adresem Evry. Tego samego Evry, który jest kapitanem United i jutro wyjdzie w pierwszym składzie. Czy, jeśli Suarez również zagra od początku, Francuz poda rękę Urugwajczykowi, czy powtórzy się sytuacja ze spotkania Chelsea vs. Manchester City, kiedy Wayne Bridge zignorował Johna Terry’ego?

Żeby poznać odpowiedź na te i inne pytania, trzeba obejrzeć jutrzejszy mecz. Dla nas zacznie się on jednak już o 11 – wtedy bowiem wystartuje nasza relacja LIVE, na którą serdecznie zapraszamy!
 

Komentarze
~typp (gość) - 14 lat temu

Gramy na Old Trafford, najtrudniejszy teren na
wyspijskich boiskach, w tym roku Liverpool to koszmar
Manchesterów ;) obstawiam Winner 1:0 albo wygrana
Man. United 2:1, ale może być remis ;) fajnie
nazwane te derby, drugie chyba po El Classico ;)

~Fan Realu (gość) - 14 lat temu

w 100% się zgadzam. pozdrawiam

Najnowsze