Rozegrane w środowy wieczór rewanżowe spotkanie 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy PSG a Borussią Dortmund na nowo otwarło dyskusję o mentalności drużyny. Regularnie punktująca w rundzie rewanżowej ekipa z Zagłębia Ruhry uległa mistrzom Francji 0:2, po raz kolejny nie będąc w stanie wykrzesać z siebie potrzebnej zadziorności ani niezbędnego na najwyższym poziomie ducha walki.
Nieumiejętność dociągnięcia wyniku do końca, katastrofalne w skutkach momenty rozluźnienia, nieprzewidywalne gafy obrońców, niczym nieuzasadnione faule powodujące wykluczenie – tak w skrócie opisać można grzechy zespołu Luciena Favre’a pod koniec zeszłego sezonu Bundesligi.
Dziewięciopunktowa przewaga została przez Borussię roztrwoniona, a decydujące starcie w Monachium okazało się absolutną deklasacją BVB ze strony „Bawarczyków”. Mimo że mistrzostwo do ostatniej kolejki nie było rozstrzygnięte, zespół z Dortmundu nie mógł już dogonić dwukrotnie tracącego później punkty Bayernu.
Lepsza kadra, stare problemy
Bezpośrednio po zakończeniu rozgrywek włodarze na Signal Iduna Park zareagowali niezwłocznie. Zakontraktowanie Schulza, Hazarda i Brandta miało szybko uzupełnić dotychczasowe braki kadrowe i wzmocnić rywalizację na każdej pozycji. Ogłoszony nieco później, dość niespodziewany, transfer Matsa Hummelsa, najlepszego defensora ligi w szczęśliwie sfinalizowanej dla Bayernu Rückrunde, stanowić miał odpowiedź na niedojrzałą grę młodego duetu Diallo-Akanji na pozycji stoperów.
Przeprowadzone w zdecydowanie dobrych nastrojach zgrupowania w okresie przygotowawczym, a następnie efektowne zwycięstwo nad Bayernem w Superpucharze Niemiec potwierdziły tylko, że Borussia chce ponownie mierzyć wysoko. Hans-Joachim Watke zamiast drażnić kibiców stwierdzeniami, że „gramy o awans do Ligi Mistrzów”, wraz z dyrektorem sportowym Zorckiem jeszcze przed pierwszą kolejką nie kryli mistrzowskich ambicji drużyny w publicznych wypowiedziach.
Historia lubi się jednak powtarzać. Już bowiem w trzeciej kolejce podopieczni Favre’a zostali wręcz zabiegani i zdominowani fizycznie przez Union Berlin. Trener zespołu beniaminka ze stolicy, Urs Fischer, przed meczem miał powiedzieć do swoich piłkarzy, że jeśli przebiegną 10 kilometrów więcej od dortmundczyków, wygrają. Berlińczycy pokonali dystans o kilkanaście kilometrów dłuższy od rywala, a bazujący tylko na własnej jakości indywidualnej i technice gracze BVB de facto nie mieli w tym starciu nic do powiedzenia.
– Traciliśmy bramki w głupi sposób, zwłaszcza tę na 2:2, ale nie mów mi o g*******j mentalności. – Zawsze to samo. To nie ma nic wspólnego z mentalnością – to z kolei fragment pomeczowego wywiadu kapitana zespołu, Marco Reusa, ewidentnie bagatelizującego braki zespołu w aspekcie wolicjonalnym, kiedy Borussia pozwoliła Eintrachtowi wyrwać „Czarno-żółtym” kolejne dwa punkty.
Favre, czyli świetny trener bez trofeów
W niemieckich mediach od początku pracy 62-letniego Szwajcara na Signal Iduna Park pojawiają się głosy, że Favre i BVB to dwa niepasujące do siebie elementy. Facet o spokojnym usposobieniu i analitycznym charakterze znacznie częściej zamiast musztrować swoich piłkarzy niczym Juergen Klopp, w trakcie meczu spogląda do swojego notatnika. Mówi po niemiecku, ale jego konferencje i cały pozaboiskowy pozostają jednak bezbarwne.










