Puchar Narodów Afryki odbędzie się na początku przyszłego roku w Gwinei Równikowej. Zawody najpierw odbywać się miały w Maroku, jednak ze względu na obawy związane z wirusem ebola, związek chciał przełożyć je na inny termin. Nie zgodziły się na to władze kontynentalnej federacji. W Gwinei nie zabraknie polskich akcentów. Mowa oczywiście o reprezentacji Mali dowodzonej przez Henryka Kasperczaka.
– Cel na pewno jest taki, żeby triumfować na Czarnym Lądzie, a później zobaczymy jak to się potoczy – powiedział Henryk Kasperczak naszemu serwisowi jeszcze przed oficjalnym przejęciem reprezentacji Mali. Szkoleniowiec mówił wówczas, że w grę wchodzi również Arabia Saudyjska, jednak ostatecznie wylądował na Czarnym Lądzie. Drużynie wiodło się raz lepiej, raz gorzej. Krytycy w ostatnich tygodniach wypominali słabą grę „Orłów”. Polski trener zamknął im usta, doprowadzając do awansu kadry na Puchar Narodów Afryki w 2015 roku – pierwsza misja spełniona.
Teraz główne zadanie – przygotowanie drużyny do mistrzostw kontynentu. Zadanie o tyle trudne, że w grupie Mali rzeczywiście nie miało łatwego życia, jednak nikt nikogo nie ma zamiaru skreślać. W Trzecim Świecie Henryk Kasperczak jest cenionym trenerem i na pewno nie ma obaw o brak szacunku zawodników wobec trenera. Reprezentacja awansowała na turniej w Gwinei Równikowej głównie dzięki temu, że Algieria wystawiła w ostatniej kolejce, będąc pewną awansu, rezerwowy skład. To znacznie ułatwiło zadanie „Orłom” w rozpięciu ich skrzydeł.
Dla polskiego selekcjonera będzie to szósta tego typu impreza. Na Pucharach Narodów Afryki prowadził cztery kadry. W 1994 r. Wybrzeże Kości Słoniowej, w latach 1996-1998 kadrę Tunezji, Mali w 2002 roku i Senegal w roku 2008. Do pełnego „pudła” brakuje mu już tylko triumfu. Czwarte miejsce zajął z obecnie prowadzoną kadrą, w małym finale wygrał z WKS-em, a srebro wywalczył z Tunezyjczykami (1996). Czy tym razem los się do niego uśmiechnie? Tego z pewnością życzymy!











