Tradycją jest, że nawet w święta angielska ekstraklasa rozpieszcza swoich kibiców. W tzw. „Boxing Day”, czyli poniedziałek, oraz we wtorek zostaną rozegrane mecze w ramach 18. kolejki ligowych zmagań.
Nazwa drugiego dnia Bożego Narodzenia wzięła się z historii. Istnieje wiele podań wyjaśniających nazwę tego dnia. Jednak wszystkie mają wspólną cechę – rozdawane są prezenty w różnych postaciach. Już wiemy, że terminarz ułożony przez FA jest sprzeczny. Związek nie dał widzom żadnego prezentu w postaci szlagieru, meczu kolejki. Spotkania są tak rozłożone, że na papierze zobaczymy spokojne, świąteczne granie. Dobrze, że tylko na papierze.

Już o 14:00 kolejka zacznie się na Stamford Bridge. Będziemy mogli mówić o małych derbach Londynu, bo w roli gościa wystąpi zespół Fulham. Chelsea po bardzo dobrym meczu w 17. kolejce może mówić o pechu, a na swoich plecach czuje mocno zdeterminowany oddech Arsenalu, który będzie chciał wejść do „Wielkiej Czwórki”. Drużyna Martina Jola zebrała ostatnio ostre lanie od „Czerwonych Diabłów” i również w tym meczu będzie możliwy podobny scenariusz. Do składu „The Blues” wraca David Luiz. To dobrze, bo od piłki odpoczywa kontuzjowany w derbach Ivanović. Również powinniśmy zobaczyć Lukaku, który zagra za Obiego Mikela. Obie drużyny od 1910 roku zmierzyły się 74 razy. Chelsea wygrała aż 42 mecze podczas, gdy Fulham tylko 9.
Bardzo ciekawy mecz obejrzymy na Reebok Stadium. Gospodarze wygrali w poprzedniej kolejce z Blackburn, wznosząc się, ich kosztem, z ostatniego miejsca. Na swoim obiekcie zagrają ze „Srokami”, które nie potrafią wygrać od 6 spotkań. Do składu gości wróci Ryan Tylor, pauzować będzie Gosling (czerwona kartka z Norwich) oraz Santon. Owen Coyle nie będzie mógł skorzystać z usług N’Goga i Ricardo Gardnera. Natomiast w ataku być może wystawi powracającego Daviesa. W przypadku zwycięstwa „Kłusaków” drużyna będzie miała wielkie szanse na wynurzenie się ze strefy spadkowej. Newcastle jest najbardziej uzależnionym klubem od formy jednego gracza na świecie. Demba Ba strzelił 13 z 23 goli, co daje 57%.

Mocno poddenerwowana ekipa Dalglisha, która w tygodniu zremisowała bezbramkowo ze słabym Wigan 0:0, przyjmie na Anfield ostatni Blackburn Rovers. Kibice „Rovers” po ostatniej porażce z Boltonem (wtedy ostatnim) publicznie wykrzyczeli „Kean Out!”. Domagają się rewolucji (wielkich pieniędzy na transfery), by oglądać lepszą grę swoich piłkarzy. Dobrym pomysłem byłoby wystawienie Andy’ego Carrolla przeciwko słabej obronie rywala. Liverpool wciąż goni czubek tabeli, do czwartej Chelsea brakuje mu sześciu oczek, natomiast Blackburn musi za wszelką cenę zdobywać punkty, by nie spaść. Ciekawostką są menadżerowie. Oboje pochodzą z Glasgow i, jako zawodnicy, reprezentowali Celtic Glasgow. Czy Dalglish pomoże swojemu rodakowi w utrzymaniu posady?













