Czarnogóra wygrała 1:0 z Mołdawią w Kiszyniowie po niezwykle dramatycznym meczu. W pierwszej połowie dominowali gospodarze i byli bardzo blisko zdobycia gola. Kiedy od 63. minuty Czarnogórcy grali w dziesiątkę, wydawało się, że nie stworzą żadnego zagrożenia pod bramką gospodarzy, ale wystarczyła jednak chwila nieuwagi i niezawodny Mirko Vucinić zapewnił trzy punkty gościom.
Lider naszej grupy eliminacyjnej, Czarnogóra, wyjechał do Mołdawii, by w Kiszyniowie, stolicy kraju, zmierzyć się z miejscową reprezentacją. Mołdawianie fatalnie rozpoczęli rozgrywki u siebie, przegrywając aż 0:5 z Anglią, ale w kolejnym spotkaniu na swoim stadionie zremisowali z Ukrainą, czym zaskoczyli spore grono ekspertów. Dlatego dziś z pewnością liczyli na kolejne punkty i przede wszystkim pierwszą bramkę. Jednak goście, którzy sensacyjnie przewodzą grupie H, nie zamierzali ułatwiać im zadania. Decydując się na klasyczne ustawienie z dwoma fantastycznymi napastnikami z Serie A, Vuciniciem i Joveticiem, pokazali, że zależy im tylko na zwycięstwie.

Niespodziewanie lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy nie byli uważani za faworytów tego pojedynku. W 12. minucie bardzo bliski strzelenia gola był Pascenco, ale jego strzał o centymetry minął słupek. Pomocnik ładnie złożył się do tego uderzenia, kopnął futbolówkę z woleja i to zagranie mogło się naprawdę podobać. Czarnogórcy zlekceważyli to ostrzeżenie i już chwilę później Mołdawia znowu zagroziła ich bramkarzowi. Najpierw po rzucie rożnym minimalnie niedokładnie głową strzelał Bordian, a następnie z wolnego niecelnie przymierzył Dedov. Goście obudzili się dopiero po 25 minutach. Wówczas po fantastycznym strzale Mirko Vucinicia, gwiazdy Juventusu Turyn, pierwszy raz zagrozili golkiperowi gospodarzy. To była jednak tylko jedna akcja, bo w pierwszej połowie dominowali Mołdawianie. Raz po raz atakowali, spychając rywali do głębokiej defensywy. Gdyby nie świetna dyspozycja bramkarza Bożovicia, wynik mógłby być zgoła inny. W 45. minucie cudem uratował on swój team od straty gola, bo gospodarze mieli 100-procentową okazję. Tymczasem do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis, z którego bardziej zadowoleni powinni być liderzy grupy H. Ich gra w drugiej połowie musiała wyglądać inaczej, jeśli myśleli o wywalczeniu jakiś punktów w Kiszyniowie.
Czarnogórcy wyszli dużo bardziej zmotywowani po przerwie i na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 47. minucie bardzo bliski strzelenia gola był Jovetić, ale jego uderzenie zostało w ostatniej chwili zablokowane przez obrońcę. Po rzucie rożnym wykonywanym w kolejnej akcji oglądaliśmy ogromne zamieszanie pod mołdawską bramką, z którego w końcu gospodarze wyszli zwycięsko, lecz stało się jasne, że to goście przejęli inicjatywę. W 54. minucie arbiter dzisiejszego spotkania, pan Daniele Orsato, podjął dość kontrowersyjną decyzję, nie dyktując rzutu karnego dla Czarnogóry. Wydawało się, że ewidentnie faulowany był Damjanović, lecz sędzia pozostał niewzruszony. W żadnym wypadku nie wpłynęło to na postawę gości, którzy dalej atakowali. Mołdawia ograniczała się tylko do rzadkich kontr, ale po jednej z nich w 57. minucie bardzo bliski zdobycia gola był Dedov. Sześć minut później włoski sędzia Daniele Orsato podjął bardzo odważną, ale tym razem słuszną decyzję, pokazując czerwony kartonik Pekoviciowi. Defensor w głupi sposób starał się zatrzymać atak Mołdawii i pociągał rywala za koszulkę. Dostał za to drugą żółta kartkę i osłabił swoją ekipę.









