– W tej reprezentacji wydarzyło się już tyle dziwnych rzeczy, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć – stwierdził niedawno napastnik drużyny narodowej Peru, Hernan Rengifo.

Wkrótce jednak zmuszony był zreflektować swoją opinię i dodać, że są jednak rzeczy w peruwiańskiej ekipie, które nawet filozofom się nie śniły. Po porażce w 14. kolejce eliminacji MŚ 2010 z Kolumbią, ekipa La Blanquirroja udała się do hotelu Belfort Dann Carlton de Meddelin. Około północy wszyscy zaczęli się pakować i szykować do wylotu do Peru. W tym całym pośpiechu zapomniano jednak o… popularnym Reniferze. Ten dzielił pokój z Johanem Fanną, który jednak nie musiał tak wcześnie wstawać, gdyż na co dzień występuje w kolumbijskim Once Caldas. I chyba to sprawiło, że nikt z kierownictwa kadry nie pofatygował się, by zajrzeć do pokoju Rengifo i go obudzić. Jakież więc musiało być zdziwienie atakującego Lecha Poznań, gdy rankiem okazało się, że wszyscy już opuścili hotel w Medellin. Hernan musiał więc odczekać, aż ktoś ze sztabu szkoleniowego wróci po niego do Kolumbii i zabierze go z powrotem, bowiem paszport Rengifo był w posiadaniu ludzi ze ścisłego kierownictwa kadry. 26- letni napastnik, któremu jeszcze przed tym zdarzeniem zdawało się, że o (nie)kompetencji działaczy wie wszystko, teraz już nawet nie miał sił ostro przebierać w słowach. Stwierdził tylko krótko: – Czuję się zażenowany.
Rengifo miał olbrzymi problem z działaczami, ci z kolei też nieźle musieli się pomęczyć z zawodnikami, o których można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że leży im na sercu dobro reprezentacji. Oto bowiem po klęsce 1:5 z Ekwadorem w marcu 2008 r. na 18 miesięcy zawieszone zostało trio gwiazdorów drużyny narodowej: Santiago Acasiete z Almerii, Jefferson Farfan z Schalke 04 Gelsenkirchen i Claudio Pizarro z Werderu Brema.

Wszyscy bowiem do białego rana imprezowali w jednym z luksusowych hoteli w Limie, tak, jakby było co świętować. Dodatkowo każdy z zawodników ostro oberwał po kieszeni, płacąc karę grzywny w wysokości 80 tys. dolarów. Pizarro jednak błyskawicznie zaskarżył decyzję Peruwiańskiej Federacji Piłkarskiej do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, a ten przyznał rację 56-krotnemu reprezentantowi Peru, okres dyskwalifikacji zmniejszając do trzech miesięcy, zaś wysokość grzywny do 10 tys. euro. Zresztą nawet gdyby CAS niesfornej trójce nie skrócił karencji, pewnie peruwiańska federacja zrobiłaby to sama, gdyż bez swoich gwiazd drużyna Jose del Solara najpierw przegrała 0:4 z Meksykiem w towarzyskim meczu, a później, w spotkaniu o zachowanie choć minimalnych szans na awans do MŚ z Urugwajem, aż 0:6. Tym samym Peru jest jak na razie w strefie Comnebol jedną drużyną, której już nawet cud nie pomoże w wywalczeniu promocji na mundial do RPA. Tym samym kibice Los Incos na występ swoich pupili na najważniejszej imprezie globu czekają już 28 lata. I jeszcze cztery lata będą musieli poczekać. A może i więcej.












