Różne struktury prowadzenia karier świat piłkarski już widział. Jedni przez cały okres grania prezentują równy i wysoki poziom, inni za młodu doskonale prosperują, ale okazuje się, że bez poparcia talentu pracą przepadają, a jeszcze inni swój prime time przeżywają po trzydziestce. I do tej ostatniej grupy zdecydowanie należy Cristhian Stuani – człowiek, który przez dwa lata wyrobił sobie doskonałą markę w Primera Division, a obecnie bawi się na zapleczu La Liga.
Stuani od lat szukał samego siebie na różnych terenach w Europie. Nietrafionymi wyborami okazały się Włochy i Anglia, dopiero Hiszpania stała się dla Urugwajczyka miejscem, w którym wypłynął na szerokie wody. Jeśli w ogóle Gironę można uznać za piłkarski sufit dla Stuaniego, bo jego obecna forma każe myśleć, że granie na wysokim europejskim poziomie nie musi się dla niego skończyć w Segunda Division.
Hiszpańskie odrodzenie
Po wyjeździe z Urugwaju Stuani potrzebował trochę czasu, żeby znaleźć swoje miejsce na ziemi. Szybko został zweryfikowany przez Serie A, w której w barwach Regginy strzelił zaledwie jednego gola. Po powrocie z podkulonym ogonem, błąkając się po różnych rejonach Hiszpanii, zaczął nawiązywać do niezłej dyspozycji za czasów gry w rodzimym kraju. Pierwszym przystankiem było Albacete, jeszcze na zapleczu La Liga, ale z czasem Urugwajczyk piął się w górę hierarchii zawodników na iberyjskim rynku. Skrzydła rozwinął w Espanyolu, w którym podczas trzech sezonów zdobył 25 goli i stamtąd udał się na Wyspy w celu dalszego rozwijania kariery. Dwie kampanie w Anglii (z czego jedna w Premier League) w barwach Middlesbrough dały jasny znak – miejsce Stuaniego jest w Hiszpanii i trzeba tam jak najszybciej wracać.
Cel – Girona. Z perspektywy czasu ocena wyboru miejsca do rozwoju – celująca. W tamtym czasie jednak hiszańska drużyna kupowała poniekąd kota w worku. Wówczas zawodnika niespełna 31-letniego, ale niemającego do tamtego czasu w CV w rubryce ,,doświadczenie” niczego specjalnego. Po pierwsze, sprowadzony został zawodnik, który w lidze w jednym sezonie tylko raz przekroczył liczbę dziesięciu trafień. Po drugie, mówimy o piłkarzu, który odbił się już od różnych zakątków piłkarskiego świata i nigdy swoją grą nie wykroczył ponad poziom przyzwoity. Z jakiegoś jednak powodu w Katalonii mu zaufano. A owe zaufanie spłacić udało się Urugwajczykowi z wielką nawiązką.
Z buta do czołówki strzelców Primera Division
Sezon po nieudanych latach w Anglii i od razu trzeba wejść na poziom rywalizacji z takimi ekipami jak Real Madryt, Barcelona czy Atletico. W 95% przypadków potrzeba czasu na aklimatyzację i na powrót do właściwej dyspozycji strzeleckiej, prawda? No to na pewno nie w przypadku Cristhiana Stuaniego. Pierwsza kampania ligowa po powrocie do Hiszpanii i od razu 21 goli, co daje piąte miejsce w klasyfikacji strzelców najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju. Przed Stuanim byli jedynie: Messi, Ronaldo, Suarez i Aspas. Za swoimi plecami zaś Urugwajczyk zostawił takie postaci, jak: Griezmann, Rodrigo Moreno, Bale czy Maxi Gomez. A mówimy tylko o zawodnikach będących bezpośrednio za napastnikiem Girony. Poza tym, daleko w tyle, ze śmiesznymi pięcioma golami w całym sezonie, został chociażby Karim Benzema, ale wtedy bardzo słaby okres przeżywał Francuz i tego typu przypadków było znacznie więcej. Ogólnie Stuani w ligę wszedł z buta i bez zupełnie żadnych kompleksów.













