W pierwszym meczu 27. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Cracovia bezbramkowo zremisowała u siebie z Widzewem Łódź. Gospodarze zawiedli na całej linii, a utrzymanie znacznie się oddaliło.
Krakowski zespół, aby zachować szanse na utrzymanie w lidze, musiał zdobyć komplet punktów. Na konferencji prasowej trener „Pasów” stwierdził, że wierzy w swoich zawodników i liczy na pełne zaangażowanie z ich strony. W ostatnich dniach głośno było na temat konfliktu Kafarskiego z Ntibazonkizą. Szkoleniowiec zaprzeczył takim pogłoskom. Zdecydowanie inaczej wyglądała sytuacja w obozie Widzewa. Dziesiąte miejsce, 34 oczka na koncie i pewne utrzymanie pozwalają ekipie z Łodzi na spokojną grę. Jednak jak przyznał trener Radosław Mroczkowski, jego drużyna nie spoczęła na laurach i nie ma mowy o jakimkolwiek odpuszczaniu.
Ciekawie przed tym spotkaniem wyglądał bilans pojedynków Cracovii z Widzewem. Oba zespoły wygrały po pięć spotkań, a trzykrotnie padł remis. Bilans bramkowy to… 20-20.

W ekipie z Łodzi zabrakło kilku zawodników. Przyczyną były kontuzje albo nadmiar żółtych kartek. W miejsce pauzującego Ugo Ukaha wystąpił 19-letni Sebastian Duda, którego na środku obrony wspierał Jarosław Bieniuk. Warto wspomnieć, że trener Mroczkowski wystawił w pierwszym składzie niespełna 17-letniego Mariusza Stępińskiego. W ataku Widzewa widzieliśmy zawodnika, który najlepsze lata ma już za sobą (Radosław Matusiak) i młodego piłkarza, który dopiero stawia pierwsze kroki w dorosłej piłce.
Tak jak przed meczem zapowiadali obaj szkoleniowcy, żadna drużyna nie odpuszczała. Niestety, tak było tylko przez moment. Już na początku w ostrych starciach ucierpieli Milos Kosanović i Sławomir Szeliga. Pierwsza ciekawą sytuację miała Cracovia, jednak Koen van der Biezen zagrał niedokładnie do wychodzącego na pozycję Saidiego Ntibazonkizy. Po chwili okazję mieli goście. Z narożnika pola karnego w długi róg niecelnie uderzył Radosław Matusiak. Gdyby piłka wpadła do siatki, Cracovia byłaby w arcytrudnej sytuacji. Widzew bez większych problemów przenosił się w „szesnastkę” Cracovii. Wydawało się, że drużyna z Krakowa była nie najlepiej ustawiona. Łodzianie dłużej utrzymywali się przy piłce, a piłkarze „Pasów” specjalnie im w tym nie przeszkadzali. Z pewnością nie takie było założenie trenera Kafarskiego. W 20. minucie dobrze z rzutu wolnego dorzucił Marcin Kaczmarek, a bliski przecięcia toru lotu futbolówki był młody Stępiński.
Na boisku widzieliśmy niecodzienny obrazek. Na plac gry wszedł kibic jednego z zespołów, którego szybko obezwładniła ochrona. Ciekawe, jaki był zamiar nieproszonego gościa. Z biegiem czasu Widzew spuścił z tonu, a postawa Cracovii nie uległa zmianie. Im bliżej bramki przeciwnika, tym gorzej wyglądała gra obu drużyn. Mecz nie obfitował w groźne sytuacje. O ile postawę widzewiaków można było zrozumieć, o tyle bierna dyspozycja gospodarzy zaskakiwała. Liczne straty piłek, podania bez adresata i niewymuszone błędy – tak wyglądało pierwsze 30 minut spotkania.











