Cracovia Kraków wygrała z Polonią Warszawa 3:1. Przybliżyła się tym samym do utrzymania, o które bój będzie trwał do ostatniej kolejki. Wynik mógł być o wiele wyższy. Obie strony zmarnowały jednak tuzin klarownych sytuacji.
Cracovia wreszcie zagrała jak zespół walczący o utrzymanie. Jest to godne odnotowania tym bardziej, że ostatnio nie dawała zbyt wiele powodów do wiary w awans w ligowej tabeli. „Pasy” już od pierwszych minut grały z dużą agresywnością, determinacją godną drużyny zagrożonej spadkiem. Krakowianie podchodzili dość wysoko, starali się nie dawać swobody rywalom.

Opłaciło się. Już w 6. minucie byliśmy świadkami otwarcia wyniku. Znakomicie pokazał się Bartczak. Po przyjęciu wypatrzył w polu karnym dobrze ustawionego Trivunovicia. Posłał do niego piłkę, a defensor Cracovii bez większych problemów sfinalizował akcję, umieszczając futbolówkę w siatce.
Polonia ruszyła do odrabiania strat. Nie trwało to długo, cel został zrealizowany już po pięciu minutach. Do technicznego podania Smolarka doszedł Bruno. Brazylijczyk uderzył z powietrza, ale piłka wylądowała na poprzeczce. Po pięciu minutach kapitalną indywidualną akcję przeprowadził Mierzejewski. Reprezentant Polski zaplanował pokonanie Kaczmarka efektownym lobem. Wszystko szło po myśli pomocnika Polonii, lecz futbolówka po raz kolejny wylądowała na poprzeczce.
W 26. minucie krakowianie mogli znokautować rywala. Fantastyczną kontrę wyprowadził Dudzic. 22-latek dograł piłkę w pole karne, gdzie zupełnie bez opieki pozostał Ntibazonkiza. Burundyjczyk kompletnie stracił głowę i nie trafił w futbolówkę. Chwilę potem oko w oko z bramkarzem stanął Bartczak, ale swoją okazję zmarnował. Los poprzednika podzielił Dudzic. Napastnik Cracovii próbował zaskoczyć golkipera mocnym, ekwilibrystycznym uderzeniem. Nic z tego, Przyrowski ponownie stanął na wysokości zadania. Szczęścia z dystansu kilka razy próbował Ntibazonkiza. Za każdym razem piłka mijała światło bramki.
Dwie poprzeczki to nie koniec pecha „Czarnych Koszul”. W 34. minucie rzut wolny z bliskiej odległości wykonywał Mierzejewski, ale… trafił w słupek. Ponadto w doliczonym czasie gry piłka ponownie zatrzepotała w siatce Przyrowskiego. Suvorov skopiował akcję Mierzejewskiego, kiedy to reprezentant Polski próbował przelobować bramkarza. Skopiował, ale nie do końca. Jego uderzenie okazało się bowiem skuteczne, dzięki czemu do szatni w znacznie lepszych nastrojach schodzili gospodarze.












