W 14. kolejce polskiej Ekstraklasy oglądać mogliśmy dwa mecze derbowe. Pierwsze, pomiędzy Legią a Polonią, zakończył się jednobramkowym remisem. Dzisiejsze, krakowskie derby były dużo lepszym widowiskiem. Na Stadionie Ludowym w Sosnowcu piłkarze Wisły musieli uznać wyższość podopiecznych Oresta Lenczyka!
Tuż przed meczem trener Wisły Kraków, Maciej Skorża, przyznał, że mecz derbowy rządzi się według swoich praw. Tutaj nie liczy się pozycja ligowa, a nastawienie i forma zawodników.
– Niezależnie, gdzie się gra, w derbach atmosfera jest wyjątkowa i nie ma problemu z umotywowaniem zawodników. Myślę, że będzie to widać na boisku – na parę minut przed pierwszym gwizdkiem powiedział trener Wisły.

– Powiem im przed tym meczem, że jak przegrają to wszyscy pójdą do Wisły – tak odpowiedział mistrz ciętej riposty, Orest Lenczyk, w przedmeczowej konferencji prasowej, kiedy zapytany został o sposób motywacji przed derbami.
Wypowiedzi przed meczem udzielił także ekspert iGola, Robert Fila, który przedstawił obecną sytuację Wiślaków:
– Wisła Kraków po porażce z Legią Warszawa musi zacząć oglądać się za siebie. Gdy wydawało się, że krakowianie znów będą samodzielnym liderem Ekstraklasy, nagle pojawił się kryzys. Teraz przed wiślakami dwa, wydawałoby się, łatwe spotkania z Cracovią, która od dłuższego czasu gra na poniżej oczekiwań, oraz z Odrą Wodzisław w następny weekend. Biorąc pod uwagę tylko trzy punkty przewagi nad Legią i Ruchem, jeśli w obu tych meczach Wisła straci punkty, to sytuacja w Krakowie może zrobić się gorąca.
Do 180. derbów Krakowa piłkarze Cracovi przystąpili z dosyć defensywnym nastawieniem, ich głównym celem było posyłanie długich piłek w kierunku grającego na szpicy, Radosława Matusiaka. Wisła natomiast do meczu przystąpiła w optymalnym zestawieniu z powracającym do składu Pawłem Brożkiem i Mariuszem Jopem. Co ciekawe w wyjściowej jedenastce Macieja Skorży znalazł się Junior Diaz, który dopiero w piątek wrócił z Ameryki Południowej, gdzie walczył o awans do finałów mistrzostw świata.
Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla piłkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy, zgodnie z oczekiwaniami, prowadzili grę ofensywną i nie pozwalali rywalowi wyjść z własnej połowy boiska. Ku zdziwieniu wszystkich do pierwszej dogodnej sytuacji doszli jednak podopieczni Oresta Lenczyka, kiedy to po świetnie wyprowadzonej kontrze Radosław Matusiak znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywala, jednak byłemu zawodnikowi holenderskiego Heerenveen zabrakło zimnej krwi.
W 26. minucie meczu bardzo ładna akcja Wisły Kraków, która powinna zakończyć się bramką! Akcję lewą flanką zainicjował Kirm, po jego strzale Cabaj wybił piłkę przed siebie, gdzie czekał Paweł Brożek dobrze pilnowany przez obrońców, a cała akcja zakończona została… spalonym, bowiem Patryk Małecki biorąc rozbieg przekroczył końcową linię boiska.












