Cracovia Kraków zremisowała na własnym obiekcie z Lechią Gdańsk 1:1. Bramki w tym meczu zdobywali Wiśniewski dla Lechii oraz Van der Biezen dla Cracovii.

W pierwszej wiosennej kolejce sporą ciekawość zawsze wzbudzają boiska poszczególnych drużyn. Trzeba jednak przyznać, że murawa na stadionie Cracovii, przynajmniej jak na razie, wyglądała na najlepiej przygotowaną w całej T-Mobile Ekstraklasie. Pomimo dobrych warunków do gry w pierwszej części meczu piłkarze obu drużyn nie zachwycili kibiców zgromadzonych na stadionie oraz przed telewizorami.

Najlepszą okazję Cracovia miała w 10. minucie meczu. Z lewej strony boiska rzut wolny wykonywał Suart. Obrońca „Pasów” wrzucił idealnie na głowę Szeligi, który jednak w doskonałej sytuacji uderzył obok bramki gości. Kilkadziesiąt sekund później to Lechia mogła objąć prowadzenie. Traore świetnym prostopadłym podaniem obsłużył Lukjanovsa. Ten chciał jeszcze poszukać partnera z zespołu, ale futbolówka nie znalazła adresata. Zagranie Łotysza było jednak niebezpieczne, ponieważ przy odrobinie szczęścia mogło nawet znaleźć drogę do bramki strzeżonej przez Kaczmarka.
W 34. minucie na zaskakujący strzał z boku boiska zdecydował się jeszcze Deleu, lecz i jego próba była niecelna.

Drugą część gry od mocnego uderzenia rozpoczęli goście. Wiśniewski uwolnił się spod opieki obrońców i uderzył na bramkę Kaczmarka. Wydawało się, że niezbyt mocny, płaski strzał nie sprawi problemu golkiperowi Cracovii, ale dość niespodziewanie chwilę później Kaczmarek musiał wyciągać piłkę z siatki. Trzeba przyznać, że interwencja bramkarza gospodarzy powinna być zdecydowanie lepsza.
Im bliżej było końca spotkania, tym bardziej atakowała Cracovia. W 68. minucie prawdziwe wejście smoka mógł zanotować Matulevicius. Długa piłka trafiła na głowę Van der Biezena, który zgrał ją za obrońców. Tam znalazł się Litwin, którego w ostatniej chwili uprzedził golkiper gości. Swoją szansę miał również Ntibazonkiza. Jego uderzenie z woleja nie trafiło jednak w bramkę. Piłkarz z Burundi kolejną szansę na zdobycie gola miał w 87. minucie. W polu karnym zwodem minął obrońcę i oddał bardzo nieprzyjemny strzał, który nogami obronił Pawłowski. Nie minęła minuta, a młody bramkarz Lechii musiał wyciągać piłkę z bramki. Do akcji ofensywnej podłączył się Suart. Jego dośrodkowania nie zdołał wybić Vucko, dzięki czemu futbolówka trafiła do niekrytego Van der Biezena, który z pięciu metrów strzałem z woleja wpakował ją do siatki bezradnego w tej sytuacji Pawłowskiego.
Trzeba przyznać, że po słabej pierwszej połowie, druga część gry przyniosła sporo emocji. Na pochwałę zasługuje ambitna walka Cracovii, która do końca walczyła choćby o remis. Dzięki jednemu punktowi zdobytemu w pojedynku z Lechią Cracovia kosztem ŁKS-u wydostała się ze strefy spadkowej.