Pierwsze sobotnie spotkanie 15. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Cracovią a Piastem obfitowało we wszystko to, co w futbolu najważniejsze: bramki, niewykorzystane sytuacje i spektakularne gafy bramkarzy. Więcej pozytywów w grze zanotowała Cracovia i to ona sięgnęła po trzy punkty, wygrywając 3:2.
Cracovia rozpoczęła mecz z werwą i przytupem. Optymizm „Pasów” poparty był mocnymi argumentami – piłkarze Oresta Lenczyka wygrali ostatnie dwa mecze w lidze. Dużo pewności siebie, która w grze krakowian od początku dzisiejszego meczu rzucała się w oczy, dodał im triumf w krakowskich derbach. Z kolei Piast wyszedł na ten mecz, licząc na przełamanie passy pięciu meczów bez zwycięstwa.

W głowach „Piastunek” kłębiło się chyba za dużo myśli i pomysłów na wywalczenie kompletu oczek, a za mało było boiskowego spokoju i konsekwentnej realizacji planów. Chwilę po gwizdku sędziego Rafał Kwapisz był skupiony na wszystkim, tylko nie na bronieniu dostępu do własnej bramki. Radosław Matusiak nie dość, że strzelił bardzo lekko, to jeszcze wprost w golkipera Piasta, ale to wystarczyło, by piłka przeleciała najpierw pod nogami Kwapisza, a potem przekroczyła linię bramkową. Piłkarze z Gliwic otrząsnęli się w miarę szybko po straconym golu. Ich pierwsza składna akcja dała im wyrównanie. Świetnie podanie Gamli na dobieg do Szarego, które ten dośrodkował po ziemi do niepilnowanego Łudzińskiego. Potężnym i precyzyjnym strzałem nie dał on szans Cabajowi. Podczas gdy Piast po zdobyciu bramki zupełnie odpuścił, „Pasy” bez precedensu dążyły do zwycięstwa. Ponownie dał o sobie znać „Ojciec” derbowego zwycięstwa nad Wisłą – Michał Goliński. Popularny „Golina” wykorzystał zgranie piłki Matusiaka po bardzo dobrej wrzutce Pawlusińskiego.
Po przerwie mecz zatracił gdzieś swoją dynamiczność. Za dużo było fauli, a za mało gry piłką. Pomimo to, nieliczna grupa kibiców Cracovii mogła raz jeszcze świętować zdobycie bramki. Prawdopodobnie nikt za wyjątkiem Rafała Kwapisza nie będzie pamiętać tego spotkania do końca życia. 23-letni bramkarz tym razem nie zawinił przy straconym golu, co nie zmienia faktu, że bramki stracone po rykoszetach zawsze irytują golkiperów. Trzeciego gola dla Cracovii zdobył Mateusz Klich. Pod koniec przebudził się Piast, ale było za późno na odrobienie strat. Piłkarzy Fornalaka było stać tylko na trafienie kontaktowe autorstwa Mateusza Kowalskiego.











