Martwiliśmy się trochę przed sezonem o Cracovię. Wzmocnienia nie porywały, a jednak trzeba było znaleźć następcę Pelle van Amersfoorta. Naturalni następcy sami się wykreowali w postaci wychowanków, a Cracovia notuje rewelacyjny początek sezonu. Oprócz zwycięstw całkowicie zdominowała rywali i wytrąciła im wszystkie argumenty.
Karol Niemczycki w meczu z Koroną spokojnie mógł zacząć przygotowania do sobotniego wyjścia na imprezę. W drugiej połowie mógł sobie ustawić włosy na żel. Dosłownie. Gdyby zabrakło go w bramce, nikt zbytnio by się tym nie przejął. Korona nie oddała ani jednego celnego strzału, a o ile w meczu z Legią była w stanie stwarzać sobie sytuacje, o tyle Cracovia wybiła im z głowy akcje ofensywne. Destrukcja.
Cracovia grała z Koroną na swoich warunkach
Zasadnicza różnica pomiędzy podejściem Legii i Cracovii do Korony polega na tym, że Legia zagrała tak, jak „Scyzoryki” chciały, czyli obie drużyny zamiast boiska zrobiły sobie oktagon. Taki scenariusz odpowiadał zespołowi z Kielc, który piłkarsko po prostu ustępuje innym. Cracovia za to nie dała się wciągnąć w gierki Korony. To drużyna Leszka Ojrzyńskiego tańczyła tak, jak „Pasy” zagrały. Tak powinno być.
To był mecz, gdzie grała jedna drużyna. Wystarczyło tylko strzelić bramkę, która ustawiłaby mecz. Ostatecznie to Korona sama ją sobie wbiła, ale gdyby nie Grzegorz Szymusik, to „Pasy” i tak pewnie kilka minut później wyszłyby na prowadzenie. Jacek Zieliński chciał ten mecz wygrać piłkarsko, a nie „boksersko”. Korona mogła jeździć sobie na tyłkach, ale wszystkich niedostatków nie była w stanie zatuszować. A przecież w kilku sytuacjach wychodzili z ogromnych opresji. Nie raz Cracovia wychodziła z akcjami 2 na 1 lub 3 na 2.
Jak piłkarze Cracovii dochodzili do takich sytuacji? Głównie oddając piłkę Koronie i czekając na kontrataki. Jasne jest, że „Koroniarze” nie najlepiej czują się przy piłce. Fenomenalnie wykorzystywali to Michał Rakoczy i Jakub Myszor, którzy wielokrotnie nękali przeciwników. Warto docenić również, że „Pasy” nieustępliwie wykorzystywały niefrasobliwość beniaminka, który źle ustawiał się przy ofensywnych stałych fragmentach gry, przez co przy stracie piłki ofensywni gracze Cracovii mieli raj na ziemi, a przed sobą autostradę. Aż żal, że padły tylko dwie bramki, bo na bramkę Konrada Forenca poleciało aż 17 strzałów.











