Cracovia Kraków na jeden punkt zbliżyła się do przedostatniej Arki Gdynia. Drużyna „Pasów” efektownie rozgromiła Lechię Gdańsk, znacznie przybliżając się tym samym do utrzymania.
Już w 2. minucie gry zapachniało bramką. Dośrodkowanie Suvorova nie znalazło adresata i… trafiło w słupek. W odpowiedzi do ofensywy przeszli gdańszczanie, ale nie potrafili wykończyć żadnej ze stworzonych sytuacji. Mylił się Traore, chybił Buval, także Nowak posłał piłkę ponad bramką. Skuteczni byli za to gospodarze. W 18. minucie niewygodne dośrodkowanie z rzutu rożnego posłał Klich, a na piłkę wyprostowaną nogą nabiegł Trivunović. Uderzenie rodem z karate okazało się zabójczo skuteczne, futbolówka minęła linię bramkową obok bezradnego Małkowskiego.

Trafienie niejako ustawiło losy pierwszej połowy. Mimo iż to gospodarze kontrolowali przebieg meczu, goście kilkukrotnie zagrozili ich bramce. Najciekawiej było w 20. minucie, kiedy to uderzenie głową Lukjanovsa z najwyższym trudem obronił Kaczmarek. Problemów nie miał za to z dwoma kolejnymi strzałami Traore – pierwszy wylądował wprost w rękach golkipera Cracovii, drugi na bocznej siatce.
Ostatnio w mediach jak mantra powtarzany jest temat kolejnych wybryków pseudokibiców. Niestety, popularni kibole także w tym meczu dali o sobie znać. W ostatnim kwadransie pierwszej odsłony z sektora kibiców Cracovii w stronę kibiców przyjezdnych poleciała zielona raca. Z początku nic nie zwiastowało zagrożenia, ale flara dymna wybuchła, raniąc tym samym dwóch fanów „Pasów”. Ranni kibice trafili do szpitala na obserwacje, sprawca całego zamieszania został zaś zatrzymany. Pomimo wyznaczenia dwóch stref buforowych, pomiędzy sektorami sympatyków obu ekip zaczęło iskrzyć. Temperamenty kibiców szybko załagodziły jednak służby porządkowe.
Kolejna połowa spotkania w wymarzony sposób rozpoczęła się dla Cracovii. Gospodarze wywalczyli rzut wolny na 30. metrze. Do futbolówki podszedł Klich. Młody pomocnik dośrodkowywał w pole karne, ale… piłka wskutek podmuchu wiatru obrała dziwną trajektorię i kompletnie zaskoczyła bramkarza Lechii. „Pasów” nie zadowalało dwubramkowe prowadzenie. Krakowianie poszli za ciosem, efekty były widoczne już w 58. minucie. Lewą flanką fantastyczną szarżę przeprowadził Ntibazonkiza. Burundyjczyk po minięciu kilku rywali posłał płaskie podanie w pole karne, do którego doszedł Visnakovs. Skrzydłowemu Cracovii pozostało już tylko dopełnić formalności. Swoje zadanie wykonał bez zarzutu.












