Portugalia po trudnej przeprawie wywalczyła awans do półfinału mistrzostw Europy. Sukces zapewniło trafienie Cristiano Ronaldo, choć trzeba zauważyć, że wcześniej piłka dwa razy uderzała w słupek czeskiej bramki, a raz wpadła do siatki po strzale ze spalonego.
Relacja live dostępna pod tym linkiem
To Polska lub Rosja miały być w tym miejscu. Eksperci typowali, że gospodarze wraz z Rosjanami wywalczą promocję z najsłabszej ze wszystkich grupy A. Tymczasem dużego figla spłatali Czesi i to oni w ćwierćfinale stawili czoła Portugalczykom, którzy uzyskali awans z grupy śmierci. To właśnie zespół z Półwyspu Iberyjskiego uchodził za faworyta, ale trzeba pamiętać, że na tym poziomie o zwycięstwie decydują szczegóły, czasem najdrobniejsze.

Pierwsza połowa zaczęła się od niewielkiej przewagi Portugalii. Wynikało to jednak bardziej z faktu, że Czesi nastawili się na grę z kontry. Zespół Michala Bilka jak zwykle usiłował rozmontować defensywę przeciwnika odważną grą skrzydłami, z kolei Portugalia była dosłownie uzależniona od Cristiano Ronaldo. W 11. minucie niewiele brakowało, by bohaterem spotkania został ktoś zupełnie inny. Michal Kadlec popędził z piłką przez niemal pół boiska. Środkowy obrońca wziął futbolówkę na swojej połowie i dotarł z nią do pola karnego rywali, gdzie zdecydował się na podanie do partnera, którego jednak w ostatniej chwili ubiegł Veloso. Parę minut później Cristiano Ronaldo wystąpił w roli obrońcy. Po jednym ze stałych fragmentów gry as Realu Madryt skutecznie główkował, zażegnując niebezpieczeństwo pod własną bramką. Takiego CR7 jeszcze nie znamy.
W dalszej części meczu przewaga optyczna wciąż była po stronie Portugalii i w końcu zaczęło się to przekładać na sytuacje podbramkowe. Czesi jednak ciężko pracowali w defensywie, jak zwykle biegali za trzech, a najbardziej aktywny w obronie wydawał się Martin Jiracek, który momentami podejmował się trudnej roli pilnowania Cristiano Ronaldo. Kapitan Portugalczyków zdołał się uwolnić spod opieki rywali w 24. minucie i w znakomitej sytuacji strzelił… wprost w Petra Cecha. Po chwili okazało się, że nawet gdyby trafił do siatki, gola by nie było, sędzia dopatrzył się bowiem pozycji spalonej.
O ile pierwsze pół godziny stało pod znakiem szczelnej defensywy i ofensywnych zrywów, o tyle ostatni kwadrans spełnił oczekiwania kibiców. Zawiedzeni mogli być Czesi, bo przez chwilę stali się tłem dla dobrze dysponowanych rywali. Cristiano Ronaldo próbował szczęścia strzałem przewrotką, ale był nie najlepiej ustawiony, jego uderzenie nie mogło więc trafić do celu. Później CR7 groźnie strzelał z rzutu wolnego, kilka chwil przed końcem pierwszej połowy sędzia mógł podyktować rzut karny za powalenie na murawę Naniego, a na sekundy przed końcem Ronaldo po ładnej akcji trafił w słupek.











