Już za niespełna dwa dni rozpocznie się najważniejszy turniej reprezentacyjny w Ameryce Południowej, a piłkarze Chile i Ekwadoru wyjdą na Estadio Nacional w Santiago, aby zainaugurować rozgrywki, na które czeka nie tylko latynoska część futbolowego świata. Copa America po dłuższej przerwie zawita do Chile i trudno nie odnosić wrażenia, że kraj ten najbardziej oczekiwał na zorganizowanie tej imprezy.
Copa America w 2015 roku od początku zmagało się z wieloma problemami i kontrowersjami wokół gospodarza turnieju. Początkowo gościć turniej miała Brazylia, jednak w wyniku perturbacji w przygotowaniach do mundialu i Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku rozgrywki ostatecznie przeniesiono do Chile. Kraj, który po raz ostatni w 1991 roku organizował wielką imprezę, ma obecnie prawdziwy problem bogactwa w tym aspekcie. Najpierw Copa America, potem mistrzostwa świata do lat 17, które odbędą się na przełomie października i listopada. Kibice nie mogą narzekać w tym roku na brak atrakcji.
Chilijczycy pokładają wielką nadzieję w tegorocznym turnieju. W końcu, obok Peru i Wenezueli są jedyną ekipą w całej Ameryce Południowej, która nie odniosła jeszcze zwycięstwa w tych rozgrywkach. Historia uczy nas jednak, że na Chilijczyków najbardziej uważać trzeba właśnie na ich terytorium. Być może brzmi to trywialnie, kiedy wspomni się, że największy sukces w swojej historii odnieśli właśnie na swoim terenie, zajmując 3. miejsce w mistrzostwach świata w 1962 roku.
Od tego czasu Chile przeszło jednak poważną transformację. Trudno nie uznać, że futbol przez te lata wiele ucierpiał. Początkowo rządy Salvatora Allende, później legendarny już pucz Pinocheta w 1973 roku i przekształcenie Chile w państwo autorytarne w ciągu następnych 17 lat zmieniło podejście Chilijczyków do piłki nożnej. Nie był to najlepszy okres dla tamtejszego futbolu, a duży wpływ na to miało m.in. rozegranie „najbardziej żałosnego meczu w historii piłki nożnej”, który został tak nazwany przez Eduardo Galeano – południowoamerykańskiego pisarza, który określił w ten sposób spotkanie z 1973 roku pomiędzy Chile a ZSRR, gdzie na boisku znajdowała się… tylko jedna drużyna – gospodarzy. Była to jedna z tych kontrowersji, obok m.in. zamieniania stadionów w więzienia, która jeszcze przez dłuższy czas oddziaływała negatywnie na tamtejszy futbol.
https://www.youtube.com/watch?v=PcvbQn1lNrg
Lepsze czasy pojawiły się na początku lat 90., kiedy to po śmierci Pinocheta mieliśmy do czynienia z odwilżą w sferze społecznej i politycznej. Na ten okres przypadają również największe klubowe sukcesy w historii chilijskiego futbolu, głównie za sprawą stołecznego Colo-Colo, które to w 1991 roku zdobyło Copa Libertadores. Było to pierwsza oznaka wyjścia z kryzysu futbolu w Chile, a już w 1998 roku mogliśmy mówić o powrocie do światowej czołówki w pełnym tego słowa znaczeniu. Chile awansowało do 1/8 finału na mundialu we Francji, a Salas i spółka mimo późniejszej porażki z Brazylią zebrali pochlebne recenzje za cały turniej. Od tego czasu jeszcze dwukrotnie popularna „La Roja” meldowała się na turnieju finałowym mistrzostw świata i dwukrotnie odpadała w 1/8 turnieju.












