Już w niedzielę wszyscy futbolowi koneserzy będą mieli okazję zaspokoić swe łakome piłkarskich wrażeń podniebienia. W batalii o Tarczę Wspólnoty, tradycyjnie poprzedzającej inaugurację Premiership, naprzeciwko siebie staną dwie drużyny, dla których Community Shield ma być jedynie pobudzającą apetyt przystawką. Z jednej strony nowo koronowany mistrz Anglii, Manchester City, a z drugiej zdobywca Pucharu Anglii i zwycięzca Ligi Mistrzów, Chelsea Londyn.
Niedzielny pojedynek na Villa Park będzie doskonałą uwerturą do rozpoczynającego się za tydzień sezonu. Chrapkę na tytuł ma kilka zespołów, poczynając od podrażnionego Manchesteru United, przez głodnych sukcesu Tottenham i Arsenal, a kończąc na bohaterach potyczki o Tarczę Wspólnoty, czyli Chelsea i City. Zarówno ekipa z zachodniego Londynu, jak i „The Citizens” mają ochotę na jeszcze więcej trofeów niż w minionych rozgrywkach, a pierwsza szansa na zasilenie klubowego muzeum nadarza się już jutro.

Jeśli spojrzymy na przebieg przygotowań, faworytem rozpoczynającego się o 14.30 spotkania wydaje się City. Podopieczni Roberto Manciniego mogą się pochwalić niezłym bilansem meczów sparingowych – spośród ośmiu rozegranych gier kontrolnych „The Citizens” wygrali aż pięć, jedno remisując i dwa przegrywając. W pokonanym polu pozostawili takie ekipy, jak: Arsenal, Wolfsburg czy Besiktas Stambuł, natomiast ulegli arabskiemu Al Hilal oraz angielskiemu trzecioligowcowi Oldham Athletic. Szczególnie drugą porażkę należy bezapelacyjnie zaliczyć do grupy niespodzianek, ponieważ potyczka z Oldham była pierwszą, w której na boisku pojawili się uczestnicy Euro 2012, a więc Joe Hart, James Milner, Nigel de Jong oraz Samir Nasri. Jeszcze później do zespołu dołączyli Joleon Lescott, David Silva i człowiek, który nieprzeciętny talent dzielnie łączy z nieokiełznaną głupotą, czyli Mario Balotelli.
Jednak największym zmartwieniem włoskiego szkoleniowca City nie był wcale brak czołowych piłkarzy od początku przygotowań, lecz absolutna bierność „The Citizens” na rynku transferowym. Choć spekulacji na temat nowych nabytków było co niemiara, to w końcu do dzisiaj na Etihad Stadium nie widziano żadnej nowej twarzy. – Potrzebujemy czterech czy pięciu nowych piłkarzy – powiedział Mancini w połowie lipca, a niespełna dwa tygodnie temu dodał: – Jestem przekonany, że w ciągu dwóch tygodni aspekt wzmocnień zostanie załatwiony. Zapowiedziany czas minął, a fani City wciąż czekają na transfery.
Odmienne nastroje panują na Stamford Bridge. Udany finisz rozgrywek zdopingował rosyjskiego oligarchę, Romana Abramowicza, do puszczenia w obieg sporej gotówki, a Roberto Di Matteo postanowił z tego skwapliwe skorzystać i z werwą godną niejednej zakupoholiczki ruszył na transferowe harce. Jak dotąd „The Blues” wydali niemal 65 milionów euro, więc fani klubu z dzielnicy Hammersmith and Fulham nie mogą narzekać na skąpstwo właściciela, tym bardziej że wielce prawdopodobne są kolejne nabytki. Jeśli chodzi o tę kwestię, to wszyscy sympatycy Chelsea mogą spoglądać z dumą w stronę niebieskiej części Manchesteru. Hazard, Oscar, Marin – te nazwiska same w sobie wyglądają imponująco, a jeśli weźmiemy pod uwagę swoistą transferową impotencję działaczy „The Citizens”, nabierają one jeszcze większego blasku.












