Gol w szóstej minucie meczu, trafienie do szatni, a obydwa autorstwa Frankowskiego. To nie przeszkodziło Podbeskidziu zremisować z Jagiellonią w inauguracyjnym dla niego meczu T-Mobile Ekstraklasy.

Beniaminek T-Mobile Ekstraklasy zaczął bardzo niefartownie spotkanie inauguracyjne z popularną „Jagą”. Zajac popisał się niezłą interwencją po strzale Plizgi, jednak zaraz po tym faulował Kupisza. Sędzia wskazał na wapno, a swoje pierwsze trafienie w sezonie zanotował Tomasz Frankowski. Chwilę później bliski pokonania golkipera Podbeskidzia był El Sidqy, który głową trafił wprost w poprzeczkę.
Gospodarze mogli czuć się rozczarowani z decyzji, którą podjął sędzia po niemal pół godzinie gry. Demjan z pełnym impetem wbiegł w pole karne, a zatrzymać próbował go Sandomierski. Golkiper przyjezdnych jednak nie został ukarany za to wejście, które mogło być kwalifikowane jako rzut karny.

Swój dorobek bramkowy powiększył już w pierwszym sezonie „wiecznie młody” Frankowski, który pozostaje wzorem dla młodych graczy. Filigranowy snajper doszedł do piłki wypuszczonej przypadkiem przez Zajaca i z zimną krwią skorzystał z prezentu rywala. Do przerwy na ekranach widniał więc wynik 2:0 dla białostoczan, którzy swoim doświadczeniem zapracowali na prowadzenie, a Podbeskidzie musiało poprawić swą grę po zmianie stron.
Po zmianie stron tempo nieco osiadło, pewnie z uwagi na grząski stan murawy, który uniemożliwiał rozgrywanie dynamicznych akcji. Gospodarze przejęli nawet na chwilę inicjatywę, jednak Jagiellonia szybko sprowadziła Podbeskidzie na ziemię. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że nawet gdy gospodarze nieudolnie próbowali konstruować akcje ofensywne, „Jaga” cały czas kontrolowała ich przebieg.












