Gdy w lipcu ubiegłego roku przybywał do Gliwic gość z przeszłością w Twente, czy Fulham, zapanował mały entuzjazm. Wydawało się, że to człowiek, który może pokazać jak się gra w piłkę. Ostatecznie pokazał fatalny poziom sportowy, ale okazało się, że może być pokazywany jako wzór profesjonalizmu.Collins zagrał w pierwszej drużynie Piasta tylko dwa razy i to wchodząc na ostatnie minuty. Później rozegrał trzy mecze w rezerwach i tyle go widzieli. W styczniu ostatecznie rozstał się z ekstraklasowym zespołem i żadnych problemów nie robił. Wiedział, że nie pokazał się z dobrej strony i tak na prawdę mimo świetnej przeszłości nie wniósł nic do naszej ligi.
Wydawało się, że tak głośne nazwisko może zrobić podobną karierę do Danijela Ljuboji. Ale tylko się wydawało. O Polsce z pewnością wolałby jak najszybciej zapomnieć, ale już wtedy potwierdził, że nie ma zamiaru zrzucać na nikogo winy. Sam posypał głowę popiołem i zadeklarował, że nie ma do nikogo pretensji, bo winić za swoją dyspozycję może winić tylko siebie.
Można było stwierdzić, że polscy piłkarze nie mają się czego od niego uczyć. Pod względem sportowym za czasów jego pobytu w Gliwicach bardzo możliwe. Ale niedawno okazało się, że jednak jest coś co może spowodować, że będzie pokazywany jako wzór do naśladowania. Otóż Holender oddał Piastowi wszystkie pieniądze, które zdążył zarobić w Polsce. Stwierdził, że grał na tyle słabo, że nie zasłużył na to, żeby coś z tego zyskać. Klubowi tak na prawdę nic nie dał, więc nie chciał też być piątym kołem u wozu.
Zachowanie iście profesjonalne i pokazuje tylko, że prawdziwego sportowca nie poznaje się tylko po wynikach. Okazuje się więc, że sprowadzanie podstarzałych gwiazd jednak coś wnosi. Taka zasada jaką wyznaje doświadczony snajper powinna towarzyszyć wszystkim. To tacy ludzie powinni właśnie być otoczeni szacunkiem.











