Dziś wieczorem rozegrano kolejne mecze 3. rundy Pucharu Ligi (Capital One Cup). Aż dziewięciu uczestników dzisiejszych meczów gra na co dzień w Premier League, natomiast trójka w niższych ligach. Arsenal pewnie rozbił na własnym stadionie Coventry, Manchester United po walce ograł Newcastle, a Tottenham wygrał w meczu wyjazdowym z Carlisle. Pierwsze zwycięstwo od dłuższego czasu odniósł także Liverpool.
W najciekawszym dzisiejszym spotkaniu obecny wicemistrz Anglii – Manchester United – podejmował na własnym boisku piąty zespół ubiegłego sezonu, Newcastle United. Gospodarze wystawili bardzo mocną linię ofensywną z Rooneyem, Hernandezem i Welbeckiem, ale za to bardzo eksperymentalną obronę składającą się niemal z samych młodzieżowców i nowego nabytku, Buttnera. Od pierwszych minut przy piłce utrzymywały się „Czerwone Diabły”, ale próby z dystansu nie przyniosły zamierzonego skutku. Co więcej, zespół z Old Trafford mógł stracić gola, ale po dobrym zgraniu piłki głową przez Anichebe na piąty metr Gosling nie trafił czysto w futbolówkę. W miarę upływu czasu przewaga gospodarzy wzrastała i mogli objąć prowadzenie, ale po bardzo dobrej akcji prawym skrzydłem i świetnym odegraniu Welbecka na 20. metrze piłkę w polu karnym otrzymał Cleverley i fatalnie spudłował. Pomocnik United gra ostatnio nieźle, ale ma permanentny problem z marnowaniem stuprocentowych sytuacji, co pokazał choćby w spotkaniu z Ukrainą. Wracając jednak do dzisiejszego meczu, kiedy wydawało się, że pierwsza część gry zakończy się wynikiem bezbramkowym, znakomitą indywidualną akcję przeprowadził Anderson. Najpierw odebrał piłkę na 40. metrze, później podbiegł kilkanaście metrów w asyście jednego z graczy Newcastle na plecach i uderzył potężnie lewą nogą, a futbolówka odbiła się od lewego słupka i wpadła do bramki gości.

Po zmianie stron „Czerwone Diabły” nadal dominowały i w 58. minucie wyszły na dwubramkowe prowadzenie. Szkoleniowiec „Srok”, Alan Pardew, szybko zareagował na wydarzenia na boisku i wprowadził bramkostrzelnego Papissa Cisse. Senegalczyk na zdobycie gola głową potrzebował minuty. Po chwili bliski szczęścia był Hernandez, ale jego uderzenie trafiło w słupek. Na groźną odpowiedź gości musieliśmy czekać do 80. minuty i niewiele brakowało, a byłaby to odpowiedź dająca bramkę. Cisse przyjął piłkę na 15. metrze na klatkę piersiową, podbił futbolówkę kolanem i w spektakularny sposób próbował zaskoczyć de Geę strzałem przewrotką. Piłka trafiła w poprzeczkę. Podopieczni sir Aleksa Fergusona dowieźli do końca skromne prowadzenie i to oni zagrają dalej.
Arsenal Londyn podejmował na Emirates Stadium outsidera League One (trzeci poziom ligowy w Anglii), 23. w tegorocznych rozgrywkach Coventry. Arsene Wenger dał odpocząć swoim największym gwiazdom, choć nazwać wyjściowy skład z Giroudem, Walcottem, Santosem, Arszawinem, czy Oxlade-Chamberlainem mocno rezerwowym byłoby nadużyciem. Od pierwszych minut ambitne próby ataków podejmowali przyjezdni, ale brakowało im skuteczności. Arsenal nie zachwycał, ale w końcu dopiął swego. Drugi strzał w ciągu kilku minut na bramkę zamienił Giroud. Bardzo dobrym podaniem przy golu Francuza popisał się Francis Coquelin.













