Ekstraklasa zakończyła czternastą kolejkę. Co zwróciło szczególną uwagę w czasie jej trwania? Zapraszamy do lektury!
1) Skazani na spadek
Górnik Zabrze od początku sezonu bardzo zawodzi. Jest to klub, który zdecydowanie mógłby walczyć o pierwszą połowę tabeli. Tymczasem podopieczni Leszka Ojrzyńskiego starają się uniknąć spadku, co wychodzi im dość nieudolnie. „Górnicy” potrafili przejąć inicjatywę w spotkaniu z Pogonią, ale to nie wystarczyło na trzy punkty. „Trójkolorowi” grają jak typowy spadkowicz – nawet gdy są lepsi, wygrywać nie potrafią. Lech już się przebudził, czas na Górnik!
[interaction id=”56378403afdd55437c0dcde9″]
2) Łęczna na fali
Chyba wszyscy już zdążyliśmy przywyknąć do tego, że ekstraklasa jest nieprzewidywalna. Ten sezon jednak zaskakuje nas jeszcze bardziej niż poprzednie. Na czele tabeli znajdują się ligowe „średniaki”, a mistrz Polski walczy o wydostanie się ze strefy spadkowej. Ostatnio do niespodzianek możemy też zaliczyć Górnika Łęczna, który nie przegrał już od czterech meczów. W tym ostatnim łęcznianie zagrali wybitnie inteligentnie. Drużyna Szatałowa zupełnie oddała pole gry, ale broniła się tak mądrze, że ani przez moment nie zapowiadało się na gola Cracovii. Warto zauważyć, że „Pasy” nie strzeliły bramki po raz pierwszy za kadencji Jacka Zielińskiego! „Bogdanka” goni czołówkę tabeli.
3) Powrót do nieskuteczności

W ostatnich pięciu spotkaniach Wisła zdobyła tylko cztery bramki, i to wszystkie przeciwko Jagiellonii Białystok. Trzykrotnie natomiast bezbramkowo remisowała, a raz przegrała, nie trafiając do siatki rywala. Pomimo kilku dobrych okazji do strzelenia bramki uderzenia Boguskiego i innych nie znajdowały drogi do celu. Wygląda to tak, jakby „Biała Gwiazda” wyczerpywała strzeleckie możliwości w jednym meczu (1:4 z Jagiellonią i 0:6 z Podbeskidziem), aby przez następne spotkania regenerować swoje baterie i wypunktować kolejnego przeciwnika. Jak na razie Paweł Brożek nie zbliżył się do Fryderyka Scherfke w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii ekstraklasy.
4) Jesienny mistrz
I stało się – dzięki sobotniej wygranej z Zagłębiem Lubin Piast Gliwice został mistrzem jesieni. Drużyna Radoslava Latala została liderem naszej ligi już w piątej kolejce po pokonaniu Legii Warszawa. Dziś wiemy, że król jesieni z tronu nie zejdzie przynajmniej do wiosny. Od razu przypomina się przypadek Jagiellonii, która w sezonie 2010/2011 również całą zimę spędziła na czele ekstraklasy. „Jaga” miała tylko pięć punktów więcej od drugiej Wisły i ostatecznie zakończyła sezon na 4. miejscu. Piast pomimo ośmiu oczek przewagi nad Legią ma zadanie dużo trudniejsze, bo czekają go jeszcze mecze w rundzie finałowej, w której wszystko może się jeszcze zmienić.













