W dwóch pierwszych meczach inaugurujących 26. kolejkę Premiership nie było niespodzianek. Na City of Manchester Stadium „Citizens” ograli Bolton. Na Fratton Park dziesięciu piłkarzy Portsmouth zremisowało z dziewiątką zawodników z Sunderlandu.
Przed piłkarzami Roberto Manciniego stało nie lada wyzwanie. Przed własną publicznością musieli pokazać, że przegrana na KC Stadium z Hull City to wypadek przy pracy. „Citizens” walczą o czwartą pozycję w tabeli, która umożliwi im grę w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Ich rywalem był, goszczący na City of Manchester Stadium, Bolton. Większość skazywała „Kłusaki” na pożarcie przez ekipę z Manchesteru, ale zespół walczący o utrzymanie potrafi grać z wielką determinacją. Bolton mógł sprawić podobną sensację jak ostatnio „Tygrysy”.
Jednak już od pierwszych minut „Citizens” pokazali, kto jest faworytem tego spotkania i kto zgarnie trzy punkty. Manchester City zepchnął Bolton do rozpaczliwej obrony. Przez prawie pół godziny podopieczni Roberto Manciniego szukali sposobu, by sforsować obronę „Kłusaków” i pokonać Jaaskalainena. Sztuka ta udała im się w 31. minucie, gdy nowy nabytek City, Adam Johnson, po swojej indywidualnej akcji został sfaulowany w polu karnym. „Jedenastkę” spokojnie wykorzystał Carlos Tevez. Najlepszą okazję do wyrównania miał Kevin Davies, jednak napastnik Boltonu nie umiał pokonać Sheya Givena. Druga połowa nie wiele różniła się od pierwszej. Manchester cały czas dominował i wciąż szukał okazji do podwyższenia wyniku. Najpierw Carlos Tevez huknął z rzutu wolnego w poprzeczkę, a parę minut później minimalnie przestrzelił Gareth Barry. W 73. minucie było już 2:0 dla gospodarzy. Emmanuel Adebayor strzelił bramkę w stylu Didiera Drogby. Togijczyk wykorzystał prostopadłe podanie Patrika Vieiry, wyprzedził obrońców, przyjął piłkę na klatkę piersiową i precyzyjnie uderzył z woleja. Manchester City zasłużenie pokonał Bolton i po raz kolejny zajął piąte miejsce, zrównując się punktami z czwartym Liverpoolem.
Czerwono na Fratton Park
Dwie bramki i trzy czerwone kartki, to bilans spotkania na Fratton Park. Ostatnie w tabeli Portsmouth gościło na własnym stadionie nieco wyżej notowany Sunderland. „Czarne Koty” już od pierwszych minut rzuciły się do ataku na bramkę strzeżoną przez Davida Jamesa. Przyniosło to skutek, bo już w dziewiątej minucie w polu karnym został sfaulowany Darren Bent. W sporym zamieszaniu, związanym z podyktowaniem „jedenastki”, prowadzący spotkanie Kevin Friend najpierw wyrzucił z boiska Hassana Yebdę, jednak po konsultacji z arbitrami cofnął karę i pokazał czerwony kartonik Ricardo Roche. Goście nie chcieli pójść za ciosem i mimo przewagi jednego zawodnika nie atakowali dalej. Spotkanie wyrównało się i straciło na atrakcyjności. Ożywiło się dopiero w 54. minucie, gdy po drugiej żółtej kartce Lee Catermole został wyrzucony z boiska. Od tego momentu inicjatywę przejęli gospodarze szukając okazji na wyrównanie meczu. Ich szansę jeszcze bardziej się zwiększyły, gdy czerwony kartonik ujrzał David Meyler. Gracz „Czarnych Kotów” przebywał na boisko zaledwie dwie minuty. Kevin Friend postanowił doliczyć do meczu aż sześć minut. Ten dodatkowy czas wykorzystali podopieczni Avrama Granta i za sprawą Aruny Dindane wyrównali wynik. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1 i ten wynik nic nie zmienia dla gospodarzy.










