Sobota, 14 maja 2011, 16:00. O tej porze przed historyczną szansą staną dwa zespoły – Stoke oraz Manchester. Obie ekipy musiały przejść niełatwą drogę do finału, ale przy tym również i zaskakiwały. Podopieczni Pulisa – niespodziewanymi wynikami. Pupile Manciniego – również, ale raczej nie w pozytywnym dla nich kontekście (problemy z Leicesterem City). Jedni zagrają w finale po raz pierwszy w ogóle. Drudzy staną przed tak wielką szansą po trzydziestu latach przerwy. Jedno jest pewne: któreś City te trofeum na pewno zdobędzie. Jednak które – Stoke czy Manchester?
Proszę sobie wyobrazić sytuację na samym początku sezonu i wczuć się w położenie neutralnego obserwatora rozgrywek. Nagle okazuje się, że w finale Pucharu Anglii zagrają Manchester City i Stoke. Kto jest faworytem? Większość bez wahania odpowiedziałaby, że „The Citizens”. Gdyby jednak zapytać o to teraz, tuż przed ostatecznym pojedynkiem, zdania byłyby co najmniej podzielone, a już na pewno nikt nie skreśliłby zawodników Pulisa.

Otóż, zaskakują oni świetną passą. Nie przegrali ostatnich pięciu meczów, wygrali 3:1 z Arsenalem, a przede wszystkim niespełna miesiąc temu pokonali aż 5:0 Bolton w półfinale. Jakie są szanse na podtrzymanie dobrej formy? Nawet legendarni piłkarze Manchesteru City zgadzają się, że niemałe. Warto również wziąć pod uwagę starcia zawodników Manciniego z „The Potters” na przestrzeni obecnego i połowy zeszłego sezonu. Kto właśnie wyeliminował ich z zeszłej edycji Pucharu Anglii po dogrywce w meczu powtórkowym? Stoke nie odpuszcza, jest znane z zagorzałych kibiców, a na swoim stadionie nigdy nie stoi na straconej pozycji. Pytanie tylko, jak wypadnie na Wembley, gdzie sympatycy Man City pokazali już, że potrafią wspierać swoich ulubieńców.
Nie zawiodła atmosfera w derbach Manchesteru w ramach półfinału FA Cup. Pomeczową fetę uświetnił też polski akcent na murawie, czyli słynny już na całą piłkarską Anglię „The Poznan” w wykonaniu zawodników i części sztabu szkoleniowego. City świetnie poradziło sobie z rywalem zza miedzy, grało bardzo konsekwentnie, choć miało też trochę szczęścia w związku z brakiem formy Berbatowa (przestrzelił dwie wyborne sytuacje). Widać było u tej drużyny progres, niesamowicie zauważalny w porównaniu ze zbieraniną gwiazd na początku sezonu.
Roberto Mancini nie wątpi w to, że „The Potters” okażą się trudnym rywalem: – Sobotni mecz będzie trudniejszy niż ten z United. Stoke jest silną i bardzo wymagającą drużyną. Założenie, że to łatwa do ogrania ekipa, jest błędem. Jeżeli chcemy wygrać, musimy zagrać bardzo dobrze. Powinniśmy przykładać wagę do każdej sytuacji. Nie możemy nic stracić. Osiągnęliśmy już jeden kawałek historii, wchodząc do Ligi Mistrzów, teraz czas na laury.












