Manchester City pokonał u siebie Hull City 2:0. Gospodarze długo męczyli się z niżej notowanymi rywalami, ale gole Negredo i Yayi Toure sprawiły, że trzy punkty zostały w Manchesterze.
Ci, którzy spodziewali się wgniecenia gości w ziemię od początku, srodze się zawiedli. Lepiej rozpoczęło Hull i w 7. minucie powinno objąć prowadzenie. Sone Aluko strzelił obok Joe Harta, ale też niestety obok bramki. W odpowiedzi głową po rzucie rożnym strzelał Kolarow. W bramce jednak świetnie spisał się McGregor. Z drugiej strony piłka wpadła do bramki. Graham już się cieszył ze zdobycia gola, dopóki nie zauważył, że flaga asystenta powędrowała do góry. Spalony, nadal 0:0. Znowu zaatakowali gospodarze, znowu strzał głową, tym razem Lescotta, i znowu świetna obrona McGregora. I tak minął pierwszy kwadrans.
Mecz zaskakująco toczył się cios za cios i w 16. minucie mocny strzał Korena powędrował tuż obok słupka. Odpowiedzieć solową akcją jakiś czas później próbował Aguero. Obrońców wspaniale ograł, ale McGregora już pokonać nie zdołał. W ostatnim kwadransie sytuacji już żadnych nie było, chociaż lepiej na boisku wyglądało… Hull, szczególnie w środku pola. Gospodarze nie mieli szans do kontr, piłki do Dzeko nie dochodziły i tak do przerwy było 0:0.
Pellegrini nie czekał długo i od początku drugiej połowy na boisku w miejsce Dzeko zameldował się Negredo. Nie minęły trzy minuty i Hiszpan powinien strzelić na 1:0. Urwał się obrońcom i dostał wspaniałe podanie od Davida Silvy, ale z kilku metrów fatalnie spudłował. W odpowiedzi mocno, ale i za wysoko, z woleja przyładował Graham. W 54. minucie Navas zagrał do Silvy, a ten strzelił obok słupka.
Dziesięć minut później było 1:0. Negredo stanął przed podobną szansą jak na początku drugiej połowy, ale tym razem był już precyzyjny. Dokładne dośrodkowanie Zabalety na głowę Hiszpana, który urwał się obrońcom i z kilku metrów wpakował piłkę do siatki. Gospodarze próbowali pójść za ciosem. Główkował Nastasić, ale tym razem McGregor nie dał się pokonać. Ostatnie dziesięć minut to odważniejsze ataki gości. Próbował Stephen Quinn, a zaraz po nim głową strzelał Dany Graham. Nic z tego, za każdym razem górą był Joe Hart.
Jednak w 90. minucie kropkę nad i postawił Yaya Toure. I to jaką! Kapitan City wręcz perfekcyjnie wykonał rzut wolny z mniej więcej 25 metrów. Strzelił tak, że piłki nie zdołali wybić ani bramkarz, ani znajdujący się na linii obrońca, futbolówka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. Trudno będzie w tej kolejce o piękniejszego gola.
Ostatecznie gospodarze z małymi problemami, ale jednak ograli beniaminka, dzięki czemu przesunęli się, przynajmniej do jutra, na drugie miejsce w tabeli.










