W pierwszym niedzielnym spotkaniu 24. kolejki Premiership nie było niespodzianki. Na City of Manchester Stadium gospodarze bez problemu pokonali ostatnie w tabeli Portsmouth 2:0. Wszystkie bramki padły już w pierwszej części spotkania.

Roberto Mancini udanie rozpoczął pracę w Manchesterze City. Od razu odniósł trzy zwycięstwa z rzędu, jednak jego passę przerwały porażki z Evertonem w ostatniej kolejce Premiership i w rewanżowym spotkaniu Pucharu Ligi Angielskiej przeciwko odwiecznemu rywalowi Manchesterowi United. Może się wydawać, że przed włoskim trenerem jest bardzo łatwe spotkanie przeciwko outsiderowi ligi – Portsmouth. Szczególnie, że „Citizens” jeszcze nie przegrali na własnym stadionie. Jednak ostatni zespół jest zawsze zdeterminowany, by utrzymać się w lidze i często jest trudnym przeciwnikiem. Obecny menadżer Avram Grant, gdy był szkoleniowcem Chelsea, dwukrotnie wygrywał z City, londyńczycy strzelili w tych starciach łącznie osiem bramek, nie tracąc żadnej. Do składu Roberto Manciniego wrócili piłkarze, którzy przebywali na Pucharze Narodów Afryki. Defensywę wzmocnił Kolo Toure, a do ataku wrócił Emmanuel Adebayor.
Już od początku meczu wysokie tempo narzucili gospodarze. Roberto Mancini koniecznie chciał szybko zdobyć prowadzenie. Po raz kolejny najaktywniejszy w ofensywie był Carlos Tevez, stwarzając sobie i kolegom z drużyny kilka znakomitych okazji. Jednak „Citizens” wciąż brakowało skuteczności i nie potrafili postawić kropki nad i. Dopiero po półgodzinie gry spotkanie rozkręciło się na dobre. Akcje przenosiły się z jednej strony na drugą. Bliżsi objęcia prowadzenia byli jednak niespodziewanie goście. W 36. minucie piłka po kontrataku trafiła do Anthony’ego Vandena Borre’a, jednak jego strzał odbił się od poprzeczki. Ta niewykorzystana sytuacja mocno rozwścieczyła podopiecznych Roberto Manciniego. Na efekty ich piłkarskiej złości nie trzeba było długo czekać. W 39. minucie Stephen Ireland cudownie poddał prostopadle zza połowy boiska do Emmanuela Adebayora. Togijczyk nie miał problemu z pokonaniem Davida Jamesa. Po strzelonej bramce „Citizens” zdominowali końcówkę pierwszej połowy. W doliczonym czasie Vincent Kompany po rzucie rożnym podwyższył wynik spotkania na 2:0.
Pierwsze dziesięć minut drugiej połowy należało do graczy Portsmouth. Zawodnicy outsidera Premiership za wszelką cenę chcieli zdobyć kontaktową bramkę. Doskonałą okazję miał Jamie O’Hara, jednak jego strzał wybronił Shey Given. Spotkanie stopniowo wyrównywało się i znowu zaczynało być gorąco pod obiema bramkami. Obie strony jednak nie potrafiły pokonać bramkarza rywali. Mecz nabrał rumieńców w samej końcówce. W 80. minucie cały czas aktywny Carlos Tevez uderzył w słupek. Ostatnie minut należały do gości, którzy zepchnęli „Citizens” do obrony. Jednak ich próby kończyły się na defensywie City lub były bez problemu bronione przez Sheya Givena. Do końca wynik nie uległ zmianie i na City of Manchester Stadium Roberto Mancini mógł cieszyć się ze zwycięstwa 2:0.











