Manchester City pokonał na wyjeździe Newcastle 2:0 i zrobił pierwszy z dwóch ostatnich kroków do mistrzostwa. Teraz przed podopiecznymi Roberto Manciniego zadanie teoretycznie łatwiejsze, muszą wygrać z QPR u siebie. Dzisiaj ich bohaterem został Yaya Toure, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.
Od początku było widać, że obydwa zespoły grają o wielką stawkę. Nikt nie rzucił się do zdecydowanych ataków i dopiero w 11. minucie Tim Krul musiał się nieco wysilić po strzale Silvy. Poradził sobie z nim jednak bez problemu. Jeszcze mniej kłopotów Holender miał chwilę później z próbą Sergio Aguero. Goście mieli przewagę, ale w 34. minucie, po błędzie Zabalety, „Sroki” skontrowały. Piłkę przejął Guttierez i zagrał w pole karne do Cisse. Senegalczyk został jednak zablokowany, a piłka po dobitce Ben Arfy została ładnie sparowana przez Harta.
Kilkadziesiąt sekund później szczęścia spróbował Cabaye. Jego uderzenie było jednak słabe, a poza tym niecelne. Chwilę potem nad poprzeczką główkował Demba Ba. W 41. minucie znowu do głosu doszli „Citizens”. Po ładnej klepce z Clichym przy linii końcowej znalazł się Silva. Hiszpan mądrze wycofał piłkę do Barry’ego. Anglik uderzył po raz pierwszy i został zablokowany przez Colocciniego. Niezrażony tym spróbował ponownie i tym razem był już dużo bliżej. Krula pokonał, ale dobrze ustawionego tuż przed linią bramkową Santona już nie. Do przerwy więcej okazji na bramkę już nie było.
Początek po zmianie stron przypominał pierwszą połowę. Przewagę optyczną mieli goście, ale niewiele z niej wynikało. Dwukrotnie próbował Tevez, jednak bezskutecznie. W 62. minucie Newcastle za to bardzo groźnie skontrowało. Z futbolówką po prawej stronie pola karnego znalazł się Ben Arfa, ograł Clichy’ego, ale strzelił za wysoko. Po tym incydentalnym kontrataku „Obywatele” znowu przejęli inicjatywę i atakowali, a raczej dłużej utrzymywali się przy piłce. Nadal niewiele to dawało aż do 70. minuty.
Wtedy bowiem błysnął piłkarz, który rok temu swoimi golami dał „Citizens” FA Cup, a tym razem przybliżył ich do mistrzostwa. Yaya Toure, bo o nim mowa, wykorzystał nie swoją monstrualną siłę, lecz nienaganną technikę i fakt, że dystans pomiędzy słupkami w bramce wynosi 7,32 metra. Po wymianie piłki z Aguero pomocnik City mierzonym co do centymetra strzałem umieścił piłkę tuż przy słupku i ucieszył trzy tysiące fanów, którzy przyjechali z Manchesteru na Sports Direct Arena. Goście po tej bramce wcale nie cofnęli się daleko. Wręcz przeciwnie, zamiast tego zaatakowali ponownie. Na kwadrans przed końcem wreszcie błysnął Silva i świetnym podaniem wyłożył piłkę jak na tacy Sergio Aguero. Argentyńczyk stanął oko w oko z Krulem. Miał dużo czasu, mógł spytać golkipera, w który róg strzelić, ale ostatecznie nie trafił w bramkę.
Później nastąpiło kilkaset sekund zmasowanego ataku gospodarzy, ostatecznie zakończonego niecelną główką Cisse. W odpowiedzi w taki sam sposób po rzucie wolnym strzelił Yaya Toure. W 85. minucie na boisko w miejsce Silvy wszedł Micah Richards. I chwilę potem przekonaliśmy się, po co. Anglik popisał się świetnym blokiem po uderzeniu z woleja Ameobiego. Gdyby tego nie zrobił, to Hart prawdopodobnie nie obroniłby tej bomby. Piłka wyszła jednak na rzut rożny, z którym goście łatwo sobie poradzili. Co więcej, wyprowadzili świetną kontrę. Aguero zagrał do de Jonga, ten na lewą stronę do Clichy’ego. Francuz dokładnym podaniem obsłużył wbiegającego w pole karne Yaya Toure, a ten z pięciu metrów spokojnie uderzył pod poprzeczkę, zdobywając drugiego tego popołudnia gola i praktycznie zapewniając swojej drużynie trzy bezcenne punkty.










