Newcastle pewnie pokonało dzisiaj Liverpool w pierwszym niedzielnym meczu 31. kolejki Premier League. Bohaterem, tak jak ostatnio przeciwko WBA, został Papiss Cisse, który zdobył obydwie bramki w wygranym 2:0 spotkaniu. Liverpool mecz kończył w dziesiątkę, czerwoną kartkę ujrzał bowiem Pepe Reina.
Pierwszy kwadrans to zdecydowana przewaga Liverpoolu. Już w 10. minucie mógł, a nawet powinien udokumentować ją Andy Carroll. Anglik wyszedł sam na sam z Krulem, minął go i… padł jak długi. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że gościom należy się rzut karny, ale powtórka rozwiała wszelkie wątpliwości – to był po prostu dive. Świetnie wypatrzył to Martin Atkinson i zamiast karnego podarował Carrollowi żółtą kartkę.
Pięć minut później powinien być jednak rzut karny dla „The Reds”. Ale po kolei. Najpierw Bellamy próbował dośrodkować, ale piłka otarła się o nogę Percha i prawie przelobowała Tima Krula. Prawie, bo Holender sparował ją na poprzeczkę i dalej na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z narożnika futbolówkę do własnej bramki skierowałby Williamson, gdyby z linii nie wybił jej Simpson. Tym razem arbiter nie zauważył jednak ewidentnego zagrania ręką, powinien być karny i czerwona kartka. Sędziego usprawiedliwia tylko tłok, który panował wtedy w polu bramkowym – pan Atkinson mógł tego nie zauważyć.
19. minuta przyniosła nagły, niespodziewany zwrot akcji. Świetną indywidualną akcją popisał się Ben Arfa, który ograł jednego rywala, a że nie znalazł się kolejny, którego mógłby ośmieszyć, to dośrodkował. Zrobił to perfekcyjnie, Cisse przeskoczył Skrtela i strzałem głową w długi róg pokonał Pepe Reinę. Liverpoolowi ten gol jakby podciął skrzydła i trzeba było kolejnych dziewięciu minut, żeby przyjezdni stworzyli sobie kolejną dobrą okazję. Tym razem Carroll najpierw został uprzedzony przez Simpsona, a później przeskoczył Tima Krula, ale główkował zbyt wysoko.
Nie dał o sobie zapomnieć również Demba Ba. Po ładnym dryblingu w środku pola zdecydował się na strzał z dystansu, futbolówka odbiła się od nogi Skrtela i prawie zmyliła Reinę, ale ostatecznie przeleciała tuż obok słupka. Przed przerwą mogło być jeszcze 2:0. Shelvey ambitnie zatrzymał piłkę w boisku, ale przez to stracił ją na rzecz Guthriego. Ten dośrodkował, a stojący pięć metrów przed bramką Cisse tym razem chybił. Ostatecznie do szatni po trzech kwadransach „Sroki” schodziły, minimalnie prowadząc.
Drugą część gry gospodarze mogli rozpocząć naprawdę z wysokiego C. 120 sekund po wznowieniu gry Guthrie wrzucił piłkę na głowę Williamsona, który popisał się świetnym strzałem, ale trafił tylko w słupek. Liverpool spróbował odpowiedzieć za sprawą Shelveya, jednak ofiarnie w ostatniej chwili powstrzymał go Gutierrez. Następnie ładnym podaniem popisał się Gerrard i gdyby Bellamy był trochę szybszy albo miał dłuższe nogi, to niechybnie byłby remis. Następnie znowu spróbował Shelvey, ale takim uderzeniem nie mógł po prostu zaskoczyć Krula.
Odpowiedź Newcastle była zabójcza. Ben Arfa podał do Demby Ba, a Senegalczyk zagrał piłkę wzdłuż pola karnego. Pierwszy dopadł do niej Ben Arfa i trącił ją końcem buta do Cisse, dzięki czemu były gracz Hoffenheim uniknął spalonego. Przynajmniej według sędziego, powtórka przyniosła bowiem nieco wątpliwości, a mianowicie czy przypadkiem futbolówki nie dotknął jednak Enrique. Wtedy powinien być ofsajd, ale ostatecznie asystent arbitra chorągiewki nie podniósł. Cisse nie pozostało w takim razie nic innego jak zejść do środka i pewnie wykończyć akcję, co też uczynił. Goście szybko mogli odrobić część strat, gdy Krul minął się z dośrodkowaniem. Bramkarza ograł Suarez i wykończyłby tę akcję, gdyby nie świetny blok Percha w ostatnim momencie.










