Andrei Ciolacu został sprowadzony do Śląska Wrocław jako zawodnik, który wzmocni rywalizację w formacji ofensywnej i będzie alternatywą na pozycji numer „9” dla Marco Paixao. Rumun jak na razie imponuje skutecznością jedynie w… trzecioligowych rezerwach, a Tadeusz Pawłowski nie kwapi się, żeby dać mu szansę w pierwszej drużynie.
22-latek dołączył do drużyny Tadeusza Pawłowskiego niespełna 3 miesiące temu z Rapidu Bukareszt, którego jest wychowankiem. Co skusiło włodarzy Śląska do podpisania kontraktu z Rumunem? Na pewno koszty sprowadzenia Ciolacu do Wrocławia, których po prostu nie było. Napastnik rozwiązał kontrakt z Rapidem z winy swojego pracodawcy i mógł dołączyć do Śląska bez kwoty odstępnego. Jego były klub zmagał się z ogromnymi problemami finansowymi, piłkarze drużyny z Bukaresztu nie dostawali pensji przez 7 miesięcy, a Ciolacu już po przyjeździe do Polski opowiadał o braku ciepłej wody pod prysznicem w szatni oraz kibicowskich zrzutkach na pensje i jedzenie dla piłkarzy. Drużyna, która jeszcze 4 lata temu mierzyła się ze Śląskiem w eliminacjach do Ligi Europy, spadła na samo dno, stąd decyzja Ciolacu o odejściu z Rapidu nie może specjalnie dziwić – Kariera piłkarza nie trwa zbyt długo, chcę w końcu sam na siebie zarabiać.

Nieprzypadkowo przytoczyłem wypowiedź Ciolacu w kwestii zarobków, ponieważ Rumun podpisując półtoraroczny kontrakt ze Śląskiem otrzymał pensję na poziomie 17 tysięcy miesięcznie. Dużo? Na pewno tak, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że Ciolacu nie zdążył jeszcze zadebiutować w pierwszej drużynie, a szansę gry dostaje jedynie w trzecioligowych rezerwach. Co więc widzieli w tym zawodniku scouci Śląska, że zdecydowali się go sprowadzić do Wrocławia? Statystyki Rumuna w Rapidzie nie powalają na kolana. W 57 spotkaniach Ciolacu zdołał jedynie 7 razy wpisać się na listę strzelców. Mierny wynik z uwagi na to, że piłkarz Śląska bardzo często ustawiany był na szpicy. Na korzyść Rumuna przemawia na pewno fakt, że jest zawodnikiem młodym, który ciągle się rozwija i z pewnością do takiego samego wniosku doszli włodarze Śląska, którzy zdecydowali się zaoferować Ciolacu półtoraroczny kontrakt, z opcją przedłużenia o kolejny rok.
Były piłkarz Rapidu przychodził do Wrocławia jako zawodnik, który wzmocni rywalizację w formacji ofensywnej oraz będzie alternatywą dla Marco Paixao, któremu w czerwcu wygasa kontrakt, a warunki stawiane przez kapitana zespołu przekraczają możliwości finansowe wrocławian. Jednak na dzień dzisiejszy Ciolacu przegrywa rywalizację z Paixao, jak i również z Milosem Lacnym, który – podobnie jak Rumun – dołączył do drużyny Pawłowskiego w zimowym okienku transferowym i jak na razie cieszy się większym zaufaniem trenera, który wprowadza Słowaka do gry z ławki rezerwowych. Ciolacu na dzień dzisiejszy pozostają jedynie występy w rezerwach, w których radzi sobie nadzwyczaj dobrze oraz imponuje skutecznością. Drugi zespół Śląska w tym roku jest jeszcze nie przegrał m.in. dzięki Rumunowi, który w trzech ostatnich spotkaniach zdołał czterokrotnie wpisać się na listę strzelców. Dobra forma strzelecka byłego napastnika Rapidu nie przekonuje jednak do końca Tadeusza Pawłowskiego, który w rozmowie z Przeglądem Sportowym stwierdza, że dyspozycja Ciolacu nadal odbiega od ideału –











