Po porażce na własnym boisku z Lechem Poznań i tylko punkcie zdobytym we Wrocławiu Legia w końcu wygrywa i zgarnia komplet oczek w starciu z Jagiellonią. W samej grze mistrza Polski widać było nieco lepszą dyspozycję w stosunku do ostatnich, mało satysfakcjonujących występów. Szkoda tylko, że wygranej nie byli sobie w stanie zapewnić w sposób czysto sportowy, tylko potrzebowali do tego kontrowersyjnej decyzji sędziego w ostatnich minutach spotkania.
Skala emocji po ostatnim gwizdku sędziego Gila była nie do opisania. Trudno się dziwić całej drużynie Jagiellonii. Drugi w tym roku przyjazd do Warszawy mógł się skończyć ponownym wywiezieniem punktów. Przypomnijmy: w pierwszym meczu T-Mobile Ekstraklasy po przerwie zimowej „Jaga” wygrała w Warszawie z przygotowującą się wówczas do starcia z Ajaxem Amsterdam Legią Warszawa 3:1.
Tym razem było blisko nie trzech, a jednego punktu, ale i to się nie udało. Mówiąc o próbie zrozumienia negatywnych emocji przyjezdnych z Białegostoku w reakcji na decyzje sędziego, warto dodać, że są oni najbardziej poszkodowaną ekipą w naszej lidze, według tak zwanej „niewydrukowanej tabeli”, która uwzględnia to, kto najbardziej zyskał, a kto najbardziej stracił na błędnych decyzjach sędziów. „Jaga” straciła przez błędy sędziowskie 13 punktów, „zyskując” tylko cztery. Legia dla odmiany, zyskała aż dziesięć oczek, tracąc pięć. W porównaniu do Jagiellonii ma więc bilans dodatni.
Trener Berg na pomeczowej konferencji prasowej narzekał na to, że ludzie mówią tylko o sytuacjach, w których Legia zyskuje na błędach arbitrów. Norweg wspomniał, że gdy jego ekipa zostaje pokrzywdzona, to mało kto wówczas o tym mówi. W tym kontekście powołał się na niesłuszną, według niego, czerwoną kartkę dla Tomasza Brzyskiego w spotkaniu ze Śląskiem we Wrocławiu w weekend:
– W Polsce jest chyba jakiś problem z Legią. Za każdym razem, gdy jest decyzja korzystna dla nas, wszyscy o tym mówią. Gdy jest niekorzystna, to nikt o tym nie mówi. Czy ktoś napisał coś o usunięciu Brzyskiego? A o czerwonej kartce Ivicy Vrdoljaka w meczu ze Śląskiem? Jest wielu ekspertów w Canal+, ja nie muszę się z nimi zgadzać.
Wiadomo, Norweg bronił swojej drużyny. Mimo tego, że fakty niekoniecznie były po jego stronie ( w każdym razie na pewno nie wszystkie). Przecież gol dla mistrza Polski autorstwa Tomasza Jodłowca padł po ewidentnym wcześniejszym faulu Orlando Sa na Piotrze Celebanie. Nie powinno być zatem gola dla warszawian tylko rzut wolny dla Śląska. A dzięki tej bramce Legia wyjechała z Wrocławia z punktem. Wychodzi więc na to, że z ostatnich dwóch spotkań Legia uzyskała cztery punkty, a powinna ledwie jeden.
O wiele krótsza (ponad trzyminutowa) była pomeczowa konferencja trenera Michała Probierza. Polecam ją obejrzeć, bo można o niej powiedzieć wiele, ale nie to, że była nudna.











