Chrobry Głogów pokonany. Ostatnia kolejka przyniosła pierwszą od czterech spotkań porażkę zespołu z Głogowa. Katem okazała się drużyna Radomiaka. Gospodarze z Radomia nie pozostawili złudzeń co do tego, kto był lepszy w tym meczu. Choć Chrobry w drugiej połowie wyglądał już zdecydowanie lepiej niż w pierwszych 45 minutach, to głogowianie nie zdołali zdobyć choćby bramki na otarcie łez. Świetna seria meczów bez porażki zatrzymała się na czterech. Pytanie, co dalej?
Starcie Radomiaka z Chrobrym od samego początku prowadzone było w leniwym tempie. Zapewne wpływ na to miała pogoda i lejący się żar z nieba. Sędzia musiał robić przerwy na uzupełnienie płynów. Gorączka z nieba lub też zbyt mocny rywal – nieważne. W sobotnie popołudnie Chrobry w końcu doznał porażki, a po jego serii pozostał tylko ślad.
Bezbarwny Głogów
Chrobry niemal od samego początku wyglądał, jakby żałował wybiegnięcia na murawę w Radomiu. Praktycznie od 1. minuty podopiecznym Ivana Djurdjevicia nie wychodziła gra w piłkę. Środek pola głogowskiego klubu przyzwyczaił nas do nieustępliwej walki przez praktycznie 90 minut. W spotkaniu z Radomiakiem Chrobry w środku pola miał wyrwę wielkości leja po bombie.
https://twitter.com/Claudio_Mutka/status/1271760622150209537
Zarówno Robert Mandrysz, jak i Szymon Drewniak byli (jak mawiał klasyk) cieniem swojego piłkarza. Widoczne to było zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy Radomiak raz po raz atakował środkiem pola, spychając głogowian do obrony w okolicach 16. metra. Zresztą pierwsza bramka padła właśnie z środka pola. Zarówno Mandrysz, jak i Drewniak nieco zaspali, przez co Michał Kaput miał czas, by przymierzyć i zdobyć bramkę.
Środek pola Chrobrego nie istniał zarówno w ofensywie, jak i defensywie. O ile ostatnie mecze pokazały, że ta dwójka świetnie się uzupełnia zarówno w kreacji gry, jak i defensywie, tak dzisiaj pozostawiła spory niesmak po swoim występie. Dodajmy do tego niemrawe boki oraz przyzwolenie dla Radomiaka do zepchnięcia się pod własne pole karne i Chrobry może się cieszyć, że skończyło się tylko na 0:2.
Przebudzenie mocy? Nie tym razem
Przeglądając statystyki, można było mieć jeszcze nadzieję, że Chrobry w drugiej połowie odpali i zdobędzie chociaż gola. W końcu to zwykle drugie połowy do nich należą. W ciągu ośmiu wygranych w tym sezonie aż siedem razy głogowianie byli lepsi w drugiej części spotkania. Druga połowa w wykonaniu „Pomarańczowo-czarnych” wyglądała już nieco lepiej. Znaczną rolę odegrały w tym skrzydła, które ożywiły się po przerwie. Na plus zmianę dał Maksymilian Banaszewski, który zmienił Miłosza Kozaka. Przebudził się Ziemann, ale to nie wystarczyło i pomimo że Chrobry w drugiej połowie grał z przewagą, to jeszcze stracił bramkę na 0:2…











