W dwóch pozostałych meczach grupy A eliminacji do MŚ padały wyniki 2:1. W jednym przypadku ze zwycięstwa cieszyli się jednak gospodarze i mowa tutaj o Walijczykach, którzy pokonali Szkotów, a w drugim goście, Chorwacja wygrała bowiem z Macedonią.
Walia wygrywa dzięki Bale’owi
Z góry było wiadomo, że będzie to spotkanie elektryzujące, wszak to derby Wysp Brytyjskich. I rzeczywiście, zaczęło się mocno. Może nie było pięknięe, ale za to szybko. Zaczęło się lepiej dla gospodarzy, bo od minimalnie niecelnej próby Garetha Bale’a w 10. minucie. Później nieco się uspokoiło, ale po kwadransie znowu było groźnie, za sprawą strzału Joe Allena, który został zablokowany. W 28. minucie Szkoci objęli za to prowadzenie. Była to typowo wyspiarska bramka. Steven Fletcher przedłużył piłkę po wybiciu McGregora, dopadł do niej James Morrison i mocnym strzałem umieścił w siatce.

Niecałe 10 minut później niezła okazję miał Bale, jednak znowu nie trafił w bramkę. Następnie swoją sytuację zmarnował Allen, a chwilę później jeszcze Davies i Ramsey. Szkoci też atakowali, ale z podobnym skutkiem. Ostatecznie to oni zakończyli jednak pierwszą połowę jako drużyna, która prowadzi.
Drugą połowę od ataków rozpoczęli gospodarze, ale nie przekładało się to na okazje bramkowe. Na kwadrans przed końcem Szkoci powinni prowadzić 2:0, jednak sędzia dopatrzył się u Fletchera spalonego, którego nie było. Tymczasem w 79. minucie faulowany w polu karnym przez Maloneya był Bale i arbiter wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie został wykorzystany przez samego poszkodowanego.
Zapowiadało się szalone ostatnie 10 minut i jak się okazało, był to czas popisów gwiazdy Tottenhamu. Bale bowiem w 89. minucie posłał prawdziwą bombę na bramkę rywali z 25 metrów i po prostu ściągnął z niej pajęczynę. Strzelił wspaniałego gola, po którym to Szkoci nie byli w stanie się już podnieść. Ostatecznie Walijczycy odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w tych eliminacjach.
Wymęczone zwycięstwo Chorwatów
W ostatnim meczu tej grupy Macedończycy podejmowali Chorwatów. Faworyt był tylko jeden, ale niespodziewanie do gospodarze objęli prowadzenie w 16. minucie za sprawą Agima Ibraimiego. Strata gola na pewno pobudziła gości do działania i dwa razy próbował Nikica Jelavić, ale za każdym razem brakowało mu skuteczności. Tej może uczyć się od Verdana Corluki, który po dograniu Rakiticia w 33. minucie wyrównał stan rywalizacji.
Remis jednak również nie zadowalał Chorwatów, dla których byłaby to po prostu porażka. Nic więc dziwnego, że po przerwie zaczęli znowu atakować niżej notowanych rywali. Dopięli swego dość szybko, bo już w 60. minucie. Tym razem asystent przy pierwszym golu, czyli Rakitić, sam wpisał się na listę strzelców. Ostatnie pół godziny wcale nie przebiegało pod znakiem dominacji gości, choć mieli oni więcej okazji do podwyższenia wyniku niż rywale do remisu. Nie udało się, ale ostatecznie wynik 2:1 zupełnie Chorwatom wystarcza.










