Wraz z Pawłem Brożkiem z 12 bramkami przewodzą w tabeli najlepszych strzelców Ekstraklasy – Takesure Chinyama, napastnik Legii Warszawa, w ciągu trzech rund zdobył 39 goli. Od początku jego przygody w Warszawie stanowił o sile ofensywy. Poza boiskiem to małomówny, niechętnie rozmawiający z dziennikarzami człowiek. – Bycie piłkarzem to jak służba wojskowa. Przede wszystkim trzeba grać i wykonywać polecenia trenera. – mówi napastnik z Zimbabwe o swoim stosunku do piłki nożnej.
Chinyama opowiadając o swoim dzieciństwie mówi, że od najmłodszych lat, jak każdy mały chłopiec grał w piłkę, kopał wszystko co się dało no i… przyzwyczaił się do tego. O warunkach, jakie panowały w jego rodzinnej miejscowości, Harare, mówi bez emocji. O prawdziwych obuwiach piłkarskich można było tylko pomarzyć. Często zdarzało się, że czarnoskóry napastnik grał boso. Sama piłka, która jest niezbędna do uprawiania tego typu sportu była trudna w pozyskaniu, choć była do dyspozycji wielu młodych ludzi.
Napastnik Legii, jeżeli już mówi jest bardzo wylewny. Ma cztery siostry i brata, nie zawsze było im łatwo, więc jego rodzice musieli się starać, aby zapewnić godne życie jemu i jego rodzeństwu. Chinyama wspomina też, że każdymi pieniędzmi, które otrzymywał od rodziców, dzielił się z bratem i siostrą.
Takesure swoją karierę w Polsce rozpoczynał w Groclinie, do którego był wypożyczony z Monotopamy United. W przeciągu jednej rundy nie strzelił wiele bramek, bo zaledwie trzy, z czego nie byli zadowoleni w klubie. Ostatecznie Chinyama w Grodzisku więcej już nie zagrał, ale w Polsce pozostał. Zgłosiła się po niego Legia, w której obecnie jest najlepszym napastnikiem.
Gdy Chinyama występował jeszcze w Grodzisku, nie był żonaty. Obecnie ma żonę Sisani i syna Knowlegda, który od przyszłego roku będzie chodził do przedszkola, a żona na tyle zna Warszawę, że bez problemu daje sobie radę, gdy „Chini” jest na treningach lub występuje w meczu.










