Chile od dłuższego czasu nie pokazywało niczego, co uprawniałoby je do awansu na mistrzostwa świata. Po raz drugi na mundialu nie zobaczymy więc kraju, który zdecydowanie zbyt długo żył sukcesami swojego złotego pokolenia.
Urugwaj nie miał większych problemów z pokonaniem Chile. Wynik 2:0 zresztą nie do końca odzwierciedla przewagę „La Celeste” nad „La Roja”. Urugwajczycy od samego początku naciskali na swojego rywala. Chile w pierwszej połowie próbowało co prawda wyjść z defensywy, ale miało problem z odbiorem piłki rozgrywającemu kolejne bardzo dobre spotkanie Urugwajowi.
W drugiej części spotkania Chilijczycy wyglądali na pogodzonych ze swoim losem. Tak naprawdę jeszcze przed rywalizacją z Urugwajem ich szanse na miejsce w barażu były jedynie iluzoryczne. Wszystko zależało bowiem od wygranej Paragwaju nad Peru oraz Wenezueli nad Kolumbią. Cud się nie zdarzył i po raz drugi z rzędu nie zobaczymy Chile na mistrzostwach świata.
Zmiana nic nie zmieniła
Z pewnością były to trudne eliminacje do MŚ, naznaczone w dużej mierze pandemią koronawirusa. Nie można jednak zrzucać całej winy jedynie na problemy z podróżowaniem czy zakażeniami. Takie same kłopoty dotykały wszystkie czołowe drużyny Ameryki Południowej, opierające swoją grę głównie na zawodnikach występujących w Europie.
W przypadku Chile byłoby to zresztą szukanie wyjątkowo tanich usprawiedliwień. Trudno bowiem myśleć o wyjeździe do Kataru, gdy nie jest się w stanie zdobyć kompletu punktów w meczach z Boliwią i Wenezuelą. O ile pierwszy z tych zespołów pokazał się w kwalifikacjach z dobrej strony, o tyle porażka z drugim z nich zawsze jest kompromitacją.
Przegrana z Wenezuelą w styczniu ubiegłego roku kosztowała posadę selekcjonera Reinaldo Ruedę. Chilijska federacja zwalniając go po trzech latach pracy, chciała zatrudnić Matíasa Almeydę. Argentyńczyk jednak odmówił, a oficjele tymczasem nie przygotowali żadnej alternatywy. Niemalże z łapanki nowym szkoleniowcem „La Roja” został więc Martin Lasarte.
Zatrudnienie trenera z mistrzostwami Chile, Egiptu i Urugwaju w CV jednak nie odmieniło chilijskiej kadry. Początki w postaci dwóch remisów z Argentyną co prawda można było uznać za sukces. Później, z pewnymi przebłyskami, było już jednak tylko gorzej. Po kiepskim ubiegłorocznym Copa America nikt już właściwie nie oczekiwał cudów od trenera z Urugwaju.











